Uwielbiam takie niespodzianki! Polski autor, którego nie znam, czytany przez lektora, którego nie kojarzę, którzy od pierwszych minut słuchania wciągają tak bardzo, że wolę słuchać, niż czytać – a to się zdarza naprawdę rzadko!

Nie wiem, czy sprawił to Adam Bauman, który był głosem podinspektora Dariusza Sudera, czy bardziej Marek Stelar, w którego głowie ten bohater powstał, ale oklepany do bólu wątek utraty pamięci, poszukiwania prawdy i ukojenia w zemście w tym wypadku wcale nie raził. Choć we wstępie bohater raczej budzi pewien niesmak, to sam nie wiem kiedy polubiłem jego niedoskonałości, cynizm i autoironię. Bałem się troszkę o realizm policyjnego świata, ale albo Stelar „odrobił lekcje” i poznał go dzięki konsultantom, albo po prostu nie zapuszczał się niepotrzebnie w nieznane rejony, unikając drwiących uśmieszków czytelników. Zabolało mnie tylko tempo, w jakim dochodzący do siebie w szpitalu gliniarz pogodził się ze śmiercią żony, jedynej córki i… kochanki. Dziwne, ale może takie reakcje się zdarzają?

Zachwyca mnie konstrukcja fabuły, która nie daje szans na nudę: ślepe uliczki prywatnego śledztwa, intrygujące poboczne wątki, wyraziście nakreślone sylwetki współpracowników i epizodycznych postaci, soczysty język narracji i przede wszystkim doskonały rytm tej historii, który kojarzy się z anegdotką o Romanie Wilhelmim… No wiecie – te jego literki „p” i „o” na marginesach scenariusza… Nie wiecie? To wygooglajcie.

Nie ma sensu analizowanie i opisywanie fabuły Niepamięci – bardzo łatwo za dużo powiedzieć i zepsuć komuś przyjemność lektury, a przecież i tak nie uda się oddać niuansików i stylu autora, który nie obawia się poświęcić dłuższego akapitu na intrygujący opis miejsca zdarzeń, ani na błyskotliwe obserwacje socjologiczne. Trzeba przeczytać (lub posłuchać) i… czekać na kolejny tom – bo będzie!