Openspace

Nazbierało się różnych drobnych sprawek, dwa wolne dni do odebrania za sobotę i niedzielę na Prowincji rozmieniły się na drobne. Trzeba było gdzies powysyłać zdjecia, aktualizować strony, pisać krótkie relacje itd. Troszkę dłubaniny w domu, sporo w pracy i… nie ma czasu. ViVo domaga się aktualizacji – przynajmniej kalendarza imprez, bo dostałem w miarę aktualne informacje o zajęciach w MDK w Wołominie, na Pionek.net udało mi się dziś zamieścić reguły Revhex – ale tylko dlatego, że miałem gotowca od autora.

Przy okazji przypomniałem sobie, że mam kilka rozgrzebanych tekstów do piosenek i właściwie to… mógłbym je skończyć niezależnie od tego, czy w tej chwili jest zespół, który je wykorzysta. I tak trzeba będzie zrobić :)Kończymy pracę nad poligrafią do płyty Openspace – nareszcie, bo wstępnie płyta miała być na rynku sporo przed gwiazdką, co okazało się niemożliwe z wielu powodów. Niewiele brakowało, a i ja przeciągnąłbym termin – na szczęście Rafał znalazł dwa wolne wieczory i wczoraj praktycznie zakończyliśmy pracę.

Chciałbym też wygenerować w końcu jakieś beta-reguły dla mojej „gry kafelkowej”. Testuję ją gdzieś „na boku” i „w tak zwanym międzyczasie”, ale to za mało. Muszę znaleźć kogoś cierpliwego i zainteresowanego, poświęcić kilka godzin i zamknąć temat. Przynajmniej ten…

Niedziela przed monitorem

Od rana aktualizacje, aktualizacje, poprawki – i znowu aktualizacje… Nuda, całkowity brak akcji. W przerwie troszkę dłubaniny w Corelu dla Pomimo przy jego grze Trybiki. Plansza ewoluowała mocno w ciągu dwóch godzin, powstało jakieś 6-7 wersji.

Spacerkiem po Kobyłce

Pomimo szumnych zapowiedzi na kółku nie stawiły się jakieś tłumy – pojawiło się czterech chłopaków, w tym Mateusz, który naprawdę „daje radę”. Nie padało, więc wypuściliśmy się na niespieszny spacerek po Kobyłce – zaczęliśmy na cmentarzu, który pomimo pochmurnego nieba i ogólnej szarzyzny ma swój urok. Zawsze można wypatrzeć jakiś stareńki nagrobek pokryty mchem, jakiś ciekawy kontrast, element dekoracyjny… Spędziliśmy tam blisko godzinę, kościół Św. Trójcy nie był już taki interesujący a wyprawa na peryferia była całkowitą porażką.

Wieczór przy scrabblach i dominie upłynął miło w towarzystwie Kaśki i Roberta, Gośka i Marcin zrejterowali. Skończyliśmy przed 23.00, rozegraliśmy chyba sześć czy siedem partyjek domina, szło naprawdę sprawnie. Najczęściej wygrywała… Ulka :)

A jutro czeka mnie pracowita niedziela przy kompie. Co robić…?

Dla równowagi – zastój

Wydawało się, że piątek będzie na wysokich obrotach. Rano szybciutko zrobiłem aktualizację strony MOKu, wykonałem jeszcze kilka telefonów w sprawach przeglądu i już zawijałem rękawy, żeby brać się do roboty przy akustyce sali, kiedy… skrzydełka opadły. Dobrze chociaż, że Rafał (dobry dzieciak) przywiózł tę swoją sprytną tarczówkę. Poza tym – a to nie ma desek, a to wkrętarkę trzeba przywieźć, a może lepiej to jeszcze przemyśleć… Koło piętnastej przyszli gracze, więc zaszyłem się w konferencyjnej, gdzie rządziły Pylos, Quarto i… Wiochmen Rejser. Kto by pomyślał…?

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑