Mr. Dynamite: The Rise of James Brown

Z jednej strony pełen szacun: gość zaczął od absolutnego zera, naprawdę był pucybutem, jako dzieciak mieszkał u ciotki prowadzącej „wesoły domek” i naganiał jej klientów. Tańczył i śpiewał na ulicy za garść drobniaków, wylądował w więzieniu za kradzieże i włamania. Kiedy pojawiła się szansa na śpiewanie w The Gospel Starlighters, chwycił się jej – i już nie puścił.  Czytaj dalej „Mr. Dynamite: The Rise of James Brown”

The Highwaymen

No proszę – znów dopadł mnie Woody Harrelson! Czy to przypadek, że jakoś często trafiam na niego w filmach, czy może tylko statystyka – bo gra tak dużo? Wprawdzie to nieco smutne, że niegdysiejszy „urodzony morderca” dziś znakomicie się sprawdza w roli dinozaura z odznaką, ale… fakt, minęło 25 lat. Czytaj dalej „The Highwaymen”

Solo: A Star Wars Story

Sam nie wiem, jak to się stało… Przecież jestem fanem Star Treka, najchętniej z lat 60., z przaśnymi efektami specjalnymi i tym specyficznym, zabawnym „futuryzmem”. Nawet w kolejce „do obejrzenia” czeka jakaś wersja kinowa, więc czemu przysiadłem do produkcji konkurencyjnego uniwersum? To przez sentyment? Możliwe… Powrót Jedi to chyba pierwszy „dorosły” film, jaki obejrzałem w wołomińskiej „Kulturze„. Czytaj dalej „Solo: A Star Wars Story”

Losers

Właściwie to chyba nie powinienem jakoś szczególnie rozpisywać się o tym dokumentalnym serialu Netflixa… Każdy z jego ośmiu odcinków skupia się na karierze jednego sportowca, ale to nie są klasyczne bajki o upadku, dotknięciu dna i powrocie na szczyt, gdzie już czeka wieczna chwała i kupa kasy. To historie o „przegrywach”, którzy na dłuższą metę odnieśli spektakularne zwycięstwa. Czytaj dalej „Losers”

Roma

Nawet nie wiedziałem, jak tęsknię za takim kinem… Bez aktorskich gwiazd, bez pośpiechu, bez kolorów i efektów specjalnych, wydawać się również może, że bez emocji – w zupełnie niedzisiejszym, eleganckim stylu. Czytaj dalej „Roma”

Keith Richards: Under the Influence

Trzeba być naprawdę mocno uprzedzonym, żeby nie lubić tego gościa – albo żeby go nie polubić po obejrzeniu tego filmu. Nie dlatego, że swego czasu przyjął w sporych ilościach wszelkie możliwe używki – bo to żaden powód do dumy. Nie dlatego, że jest wybitnym gitarzystą – bo nie jest. Keith Richards jest po prostu szczerym, sympatycznym i wciąż smakującym życie gościem, któremu mimo siódmego krzyżyka na karku zachciało się nagrać solową płytę, a film… film powstał niejako „przy okazji”. Czytaj dalej „Keith Richards: Under the Influence”

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑