Stare, ale jare… gry, oczywiście

Generalnie nie mam nic do listonoszy, ale ten nasz… Nie dość, że wrzuca do naszej skrzynki listy do połowy mieszkańców ulicy, to jeszcze próbuje udawać, że nie było komu doręczyć paczki i zostawił dwukrotnie awizo w skrzynce Mamci. Niech ja go spotkam! Mój backammon od dwóch tygodni leżakował na poczcie! Skandal!

DSCF0191 Ale od wczoraj jest w domu – duży i drewniany. Może nie jest najcudowniej wykonany, a może po prostu spodziewałem się czegoś bardziej dopieszczonego, ale prezentuje się imponująco. Na tyle, że udało mi się namówić Ulę, a potem Agę na partyjkę. Jedną, potem drugą… Potem przerwa na kilka partyjek gwiazdkowego Super Farmera w nowym wydaniu – też się spodobał, choć mnie raczej średnio, bo właściwie nie ma interakcji pomiędzy grającymi. I znowu backgammon :) Naprawdę udane popołudnie – no i te gołąbki na obiad… Marzenie…

…i po świętach

Pierwszy sukces – udało się dopiąć spodnie. Idzie ku dobremu. Pomoże w tym zapewne i spracerek do roboty, bo dziś akurat na mnie wypadło. Będzie miło… Zaktualizuję stronę ośrodka, wykonam parę telefonów w sprawie styczniowych koncertów.

Za jakieś dwa tygodnie wernisaż ojca w galerii „Korozja i Kolor”. Wczoraj udało nam się złożyć do kupy zaproszenie i plakat, przede mną przygotowanie kilkudziesięciu zdjęć do tej wystawy, w tym kilkunastu w sporym formacie 100×70 cm, więc trzeba się troszkę przyłożyć. Uda się…

Wygrzebałem prototypowe wersje Triles i… chyba mam dwie nowe gry. Dziś przetestuję na szybko jeden z pomysłów, jeśli się sprawdzi, to za jakiś czas będę się uśmiechał do Pomimo :) Ale póki co – sza! Na razie liczę na młodych beta-testerów w sprawie Triles.

Wirtualny Wołomin padł – znowu jakieś kłopoty z serwerem, a właśnie dziś rano dostałem odpowiedzi na pytania do wywiadu z Anetą Saks i Szymonem Plasotą, autorami komiksu historycznego publikowanego w Roczniku Wołomińskim. Załamka. Aż mi głupio ganiac Sieniaka w sprawie tej awarii…

Niedziela przed monitorem

Od rana aktualizacje, aktualizacje, poprawki – i znowu aktualizacje… Nuda, całkowity brak akcji. W przerwie troszkę dłubaniny w Corelu dla Pomimo przy jego grze Trybiki. Plansza ewoluowała mocno w ciągu dwóch godzin, powstało jakieś 6-7 wersji.

Spacerkiem po Kobyłce

Pomimo szumnych zapowiedzi na kółku nie stawiły się jakieś tłumy – pojawiło się czterech chłopaków, w tym Mateusz, który naprawdę „daje radę”. Nie padało, więc wypuściliśmy się na niespieszny spacerek po Kobyłce – zaczęliśmy na cmentarzu, który pomimo pochmurnego nieba i ogólnej szarzyzny ma swój urok. Zawsze można wypatrzeć jakiś stareńki nagrobek pokryty mchem, jakiś ciekawy kontrast, element dekoracyjny… Spędziliśmy tam blisko godzinę, kościół Św. Trójcy nie był już taki interesujący a wyprawa na peryferia była całkowitą porażką.

Wieczór przy scrabblach i dominie upłynął miło w towarzystwie Kaśki i Roberta, Gośka i Marcin zrejterowali. Skończyliśmy przed 23.00, rozegraliśmy chyba sześć czy siedem partyjek domina, szło naprawdę sprawnie. Najczęściej wygrywała… Ulka :)

A jutro czeka mnie pracowita niedziela przy kompie. Co robić…?

Dla równowagi – zastój

Wydawało się, że piątek będzie na wysokich obrotach. Rano szybciutko zrobiłem aktualizację strony MOKu, wykonałem jeszcze kilka telefonów w sprawach przeglądu i już zawijałem rękawy, żeby brać się do roboty przy akustyce sali, kiedy… skrzydełka opadły. Dobrze chociaż, że Rafał (dobry dzieciak) przywiózł tę swoją sprytną tarczówkę. Poza tym – a to nie ma desek, a to wkrętarkę trzeba przywieźć, a może lepiej to jeszcze przemyśleć… Koło piętnastej przyszli gracze, więc zaszyłem się w konferencyjnej, gdzie rządziły Pylos, Quarto i… Wiochmen Rejser. Kto by pomyślał…?

To był dobry dzień…

Od rana akcja: przyjechał Kafar z dwoma sprytnymi, wycięli kraty dzielące salę widowiskową na piętrze. Uwinęli się sprawnie, nie narobili szkód – bajka. Godzinkę później dotarła dostawa tekturowych rurek z przędzalni – mam już z czego zrobić panele, które choć troszkę poprawią akustykę sali. Na przegląd zapewne się nie wyrobię, ale trzeba próbować. Technika opracowana, potrzebuję tylko kilku ram, żeby mi się te chałupnicze „ustroje akustyczne” nie rozsypały. Po południu dotarł Artur z nagłośnieniem. Jest tego trochę… Mam nadzieję, że się nam buda nie rozsypie :) Muszę jeszcze jutro zmontować jakiś plakacik i rozesłać po kapelach, i dać newsy na lokalne strony. Czytaj dalej „To był dobry dzień…”

„Złotka” na sesji

Starosta zaprosił naszych medalistów z Florydy na sesję rady powiatu. Ewenement. Podobno Rada rozważa wprowadzenie stypendiów sportowych. Byłoby miło… Dostali po albumie i „uścisku ręki prezesa”, pogadaliśmy, było miło.

Jutro znowu trening, a ja mam „syndrom BMW”, czyli „Boli Mnie Wszystko”. Jednak rzucanie Teresą to nie jest łatwa sprawa…

Rzuciłem. Zostałem rzucony…

Dzień był jakiś krótki… Szybka aktualizacja strony Ośrodka, kilka telefonów w sprawie grudniowego przeglądu (będzie reklamka w RDC, może pomoże), od 15.00 – klub gier do 18.00, pół godziny potem trening.Wróciłem po blisko pół roku przerwy. Głupie ścięgno jeszcze głupszego palca lewej ręki… Całe wakacje bez siatkówki, teraz dopiero, od jakiegoś tygodnia, delikatnie się rozciągam podczas treningów. A dziś, w ramach szybkiej powtórki przed grudniowymi egzaminami dla początkujących oraz turniejami (w Bytomiu i Chrzanowie) dla nieco bardziej zaawansowanych męczyliśmy rzuty. Latałem! Teresa daje radę, ale i ja parę razy ciepnąlem nią zdrowo o matę. Smutne jest to, że pamiętam jak się rzuca, ale nie pamiętam jak upada :( Wciąż boję się porządnie złapać za kimono, nie mogę dobrze zacisnąć pięści. Ech…

Scena do przeglądu powstaje w bólach. Dziś miały się na sali pojawić nogi do podestów, ale nie widziałem ani jednej.

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑