Staram się nie niepokoić swoją obecnością rywalek podczas meczów, ale czasem zakradam się w okolice ich ławki… Fotka z archiwum, chyba mecz juniorek starszych z warszawską Polonią.
Pa, nygusy!
Churchill faktycznie miał rację – dla was to nie jest koniec ani nawet początek końca. To zaledwie koniec początku! Nowe szkoły, nowe znajomości, czasem pewnie też nowe pasje zaprzątną wasze myśli już od września, a przecież przedtem są jeszcze wakacje! Nie wiem, ile z was wróci jesienią na parkiet – ja zrobię wszystko, żeby czekać tam na was już od pierwszego treningu. Czytaj dalej „Pa, nygusy!”
Wołomińskie Klasyki Po Południu
Trochę zaszalałem z tytułem, ale nazwa Wołomińskie Klasyki Nocą w czerwcu staje się mocno nieuprawniona. Oczywiście „wołomińskość” i „klasyczność” nie podlegają dyskusji, ale za to „nocność” to zupełna fikcja! Jednocześnie okazuje się, że część kolegów to zwykli kibice ze starymi samochodami, skoro woleli zostać przed telewizorem… Czytaj dalej „Wołomińskie Klasyki Po Południu”
Banksy też kiedyś zaczynał
Człowiek się podobno uczy całe życie, więc skorzystałem – w Fabryczce po raz pierwszy odbywała się lekcja muzealna dla dzieciaków nie o haftowaniu makatek czy tam innych ludowych wycinankach, tylko o sztuce ulicznej. Było i o wlepkach, i o miejskiej biżuterii, i o muralach, i o Banksym, i o… Szamanie. Dzieciaki próbowały odbijac szablony, robić własne wlepki i szalały ze sprayami. Szkoda tylko, że nie udało się ustalić granicy, po przektoczeniu której street art staje się wandalizmem. Jedyna pociecha jest taka, że na razie są na etapie kredek świecowych! Czytaj dalej „Banksy też kiedyś zaczynał”
Jutro Łochów
…pojutrze – cały świat! No dobra – pojutrze Rembertów, ale nieuchronnie zmierza to w stronę „całego świata”. Szczęściara powraca do repertuaru Teatru przy Fabryczce, więc trzeba sobie nieco odświeżyć tę historię, nieco przystrzyc dialogi, przypomnieć ruch na scenie. Czytaj dalej „Jutro Łochów”
Montownia 001
Debiut z przeszkodami… Muzyczna inicjatywa Martyny nie miała łatwego startu – fabryczkowy dach postanowił nieco poprzeciekać i zaczęło kapać na scenę, więc w ostatniej chwili imprezę trzeba było przenieść do Galerii. Wiadomo: mniej miejsca, gorsza akustyka, plątanina kabli, brak świateł… Jakby tego było mało – dwóch muzyków miało po drodze dramatyczne przygody motoryzacyjne i dotarli na miejsce w ostatniej chwili. Nieco nerwowo się zrobiło. Muzycznie to zupełnie nie moje rewiry, ale Peter J. Birch i Jabłonka zabrzmieli dobrze i absolutnie nie mam powodów, żeby źle wspominać ten wieczór. Czytaj dalej „Montownia 001”

Najnowsze komentarze