Zupełnie nie jestem przekonany, czy Lazy Jack albo Pędzące Żółwie grają bluesa, ale zagrają koncert razem z Kadilakiem, który bluesa gra z pewnością. Połączenie średnio odkrywcze, ale z pewnością niedrogie: zespoły są związane z MDK, więc to zapewne „zestaw obowiązkowy”. Kto kapele zna, ten sam zdecyduje, kto nie – powinien poznać. Ja nie wiem, co będę robił czwartego października. Czytaj dalej „Czy to blues?” →

Chołody Blues Trio

Chyba tego właśnie potrzebowałem – pokiwać się przy bluesie na żywo i zmęczyć jednego Jankesa. Przy okazji chyba po dwóch miesiącach miałem okazję odebrać prezent, który czekał na mnie w Rybie: olbrzymi i ciężki album fotograficzny Ziemia widziana z nieba. Czyli że było coś dla ucha, a teraz będzie dla oka. Fajnie! Czytaj dalej „Chołody Blues Trio” →

Falstart

Wystarczyły mi dwa malowniczo pożółkłe drzewa na Huraganie żeby uznać, że to już ta słynna Złota Polska Jesień, że w Grabiczu z pewnością jest malowniczo, że trzeba już, natychmiast, póki pogoda i słońce – jechać i fotografować. W nocy z pewnością będzie przymrozek, wszystkie liście spadną i najdalej pojutrze będzie zima. Prosto po pracy śmignąłem ulubionymi ścieżkami wokół rezerwatu i… nic. Czytaj dalej „Falstart” →

Nieznośna lekkość bytu

Byłem przekonany, że nie stawię się na wernisażu, więc zdążyłem nieco wcześniej zapoznać się z pracami Kamila Melaniuka i Łukasza Urbańskiego, ale udało się – dotarłem. Frekwencja jak z zwykle w Fabryczce – komplet. Nie wszyscy zostali na koncerciku Trio plays Bossa & Jazz, ja też nie mogłem być do końca. Muzycy zawodowi, ale skład w wersji ekonomicznej nie bronił się moim zdaniem na dłuższą metę – po kilku utworach zaczyna brakować basisty, podkład perkusyjny z dyskietki robi się jakiś kwadratowy i mimo gładkich solówek skrzypka i pianisty całość zaczyna nieco nużyć… Czytaj dalej „Nieznośna lekkość bytu” →

Zażyj Asspirine, mospanie!

Przez chwilę myślałem, że po całym dniu słuchania łupania piłką o parkiet klepki mi się poprzestawiały, ale zdjęcia i filmy dowodzą, że jednak nie! Na remizowej, plenerowej scenie w Kobyłce skakała Asspirine, a pod sceną pląsało towarzystwo w kontuszach i pod szablą – o ponętnych białogłowach nawet nie wspominam. Przed nimi ostro dała czadu kapela The Real Gone Tones, szyjąca rasowe rockabilly z lat 50. z rasową wokalistką i świetnie wystylizowanymi – również muzycznie – grajkami.

Zupełna abstrakcja. Czytaj dalej „Zażyj Asspirine, mospanie!” →

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑