Powaga i skupienie. Bardzo Ważne Zawody…
Ola
Takie tam wspomnienie z wakacji… Czeremszańska hipisiarnia ;)
Spacer Niepodległości
Może i Jasienica to stolica – cztery domy i ulica, ale spacerek wyjątkowo udany, klembowski rezerwat Dębina robi wrażenie nawet późną jesienią, a w sympatycznym towarzystwie nawet kiełba z patyka smakuje wykwintnie, o innych frykasach nawet nie wspomnę. Pozostaje tylko żałować, że tak rzadko udaje nam się wybrać na Śniadanie Mistrzów… Czytaj dalej „Spacer Niepodległości”
Są plany
Ponoć mają tu kiedyś powstać czworaki i powiatowa komenda policji, więc może to ostatnie ujecia starej oczyszczalni? Czytaj dalej „Są plany”
Zaczynamy odliczanie!
Nie ma wyjścia, trzeba podjąć tę decyzję: premiera Babett kłamie w połowie grudnia. Jeśli nie wyznaczymy sobie deadline’u, to nigdy nie skończymy pracy nad tym spektaklem… Czytaj dalej „Zaczynamy odliczanie!”
Smile!
Mój dyżurny Huraganowy Poprawiacz Humoru…
Tego nie, nie wolno!
– Co, mama ci zabroniła?
Old Breakout
W sumie to miła odmiana – bywaliśmy w Radzyminie na zaduszkach jazzowych, a tym razem Jarek Gaś zorganizował nam imprezę bluesową. Smacznie, z wyczuciem, czasem wzruszająco. Dzięki. Czytaj dalej „Old Breakout”
Idzie młodość (II)
Huraganiątka z U12K to wprawdzie na razie „księżniczki chaosu”, ale wygrywają wysoko!
Jesienne detale
Kilka jesiennych, ogrodowych detalików. Czasem trochę brakuje ostrości – wiatr nie pomaga w takich zdjęciach… Czytaj dalej „Jesienne detale”
Na nielegalu
Spokojnie wracałem sobie z mojej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy nieco na skróty i spotkałem konia. Chyba panią konia. Klacz. Kobyłę? No nie znam się, ale była z radośnie brykającą latoroślą. Kabanos hycający po Huraganie to nie jest codzienny obrazek! Chociaż wiedziałem o ciągotach naszego sąsiada od dość dawna, to dotychczas nie afiszował się z nimi za bradzo, więc pstryknąłem focię w biegu. Kilka kroków dalej nadziałem się na rzeczonego właściciela kopytniaków, który od razu przeszedł ze mną na ty i zaczął wykrzykiwać, że mam natychmiast zrobić zdjęcie jakiemuś bezdomnemu, który uwił sobie gniazdko w trzcinowisku, bo on mu kazał sobie iść, a ten skubaniec go nie słucha. Nie ukrywam – trochę mnie zatkało od tej bezpośredniości, ale po chwili wyjaśniłem panu, że nie znajduję przyjemności w fotografowaniu bezdomnych, więc grzecznie, ale stanowczo odmawiam. „Ale konia to fotografowałeś!” – z gorzkim wyrzutem, choć bez większego związku zakrzyknął miejski farmer.
Oddaliłem się z godnością. Czytaj dalej „Na nielegalu”

Najnowsze komentarze