Solo: A Star Wars Story

Sam nie wiem, jak to się stało… Przecież jestem fanem Star Treka, najchętniej z lat 60., z przaśnymi efektami specjalnymi i tym specyficznym, zabawnym „futuryzmem”. Nawet w kolejce „do obejrzenia” czeka jakaś wersja kinowa, więc czemu przysiadłem do produkcji konkurencyjnego uniwersum? To przez sentyment? Możliwe… Powrót Jedi to chyba pierwszy „dorosły” film, jaki obejrzałem w wołomińskiej „Kulturze„. Czytaj dalej „Solo: A Star Wars Story”

Śluski kląskie

Turystycznie to był niewypał… Wodzisław Śląski oglądałem wyłącznie z okna autokaru w drodze z hotelu na halę i z powrotem, jedynym urozmaiceniem była wieczorna wycieczka do szpitala. Ślązacy okazali się weseli, sympatyczni, kontaktowi i… głośni – zwłaszcza, gdy mieli pod ręką bęben. Sportowo – bez awansu, choć zespół ujawnił potencjał, wolę walki i oczywiście nadmiar emocji, co chyba jest huraganowym znakiem rozpoznawczym. Czytaj dalej „Śluski kląskie”

…lat Huraganu

No właśnie – ile lat? Zdjęcie krzywe i złachane, ale parę rzeczy widać: że Huragan Wołomin, że przed przebudową hali. Drzwi ewakuacyjne z balkonu częściowo przeszklone. Na ścianie emblematy Ursusa (?), LZS, Mazowsza, Szkolnego Związku Sportowego, KS Kolejarz Huragan i KS Pogoń Siedlce. Co to za impreza? Który rok? Kolejna zagadka „z archiwum W”.

Blues Creation

Kolejne muzyczne odkrycie dzięki W bocznej ulicy – historia muzyki niegranej 1968-1976. Może nie tyle muzyczne, co… kulturowe. Czy to dziwny obrazek? Pewnie do przyjęcia… W końcu Europejczyk czy Amerykanin w hakamie i z kataną jakoś nikogo specjalnie nie dziwi, więc czemu Japończycy nie mogą grać bluesrocka? Czytaj dalej „Blues Creation”

Wszystko cuchnie!

Robotnik – centralny organ P.P.S.
R.31, nr 240
(2 września 1925)

Ciekawe, jak to wyglądało w Zenonowie? Jakoś ten obrazek sielskiego, podwarszawskiego letniska z przedwojennych gazet zaczyna mi blaknąć…

Żadna tam jaskółka…

Wiadomo, że prawdziwą wiosnę czyni pierwsze spotkanie Wołomińskich Klasyków Nocą! Tłumów nie było, bo to i chłodno, i ciemnawo jakoś wieczorową porą, ale paru twardzieli się znalazło, a gorąca dyskusja ramkach zegarów, typach klaksonów i zapachu oryginalnej tapicerki rozgrzanej lipcowym słońcem w latach siedemdziesiątych toczyła się jeszcze długo po mojej ewakuacji. Bo ja to się nie znam, ale Karol wie więcej… Czytaj dalej „Żadna tam jaskółka…”

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑