Wczoraj od rana krzątanina przy wystawie ojca – rozstawianie kubików, montowanie zdjęć, rozkładanie towaru w gablotach. Dziś o 18 wernisaż, więc czasu już niewiele… Muzykanci mi pouciekali, więc ostatecznie na imprezie będzie przygrywał Marcin. Wprawdzie wczoraj wieczorem coś marudził, że sam tego nie ogarnie, ale wierzę w niego :) Czytaj dalej „Szampańsko”
Czas ucieka – coraz trudniej go dogonić…
Przez ostatnich 20 godzin miałem chatę pełną nastolatek. Nie dały mi spać… Tak to jest, jak córka organizuje urodziny :) Najpierw wrzaski i piski od 16.00, potem „dyskusje po świt”, więc nieco zaspałem. Wyszły 5 minut temu, i trzeba im było nieco pomóc, bo pewnie siedziały by do wieczora. Nie popracowałem więc wczoraj zbyt wiele, ale za to rozegraliśmy z Agą kilkanaście partyjek backgammona. Raz wygrałem. Jak ona to robi?
Mam jeszcze chwilkę na przygotowanie zdjęć i materiałów informacyjnych na wernisaż ojca, na 14.00 muszę być w Kobyłce na „koncercie trzech chórów”, potem wracam zabawiać kolejną turę gości – tym razem rodzinę.
Oni nie grają…
Spektakl „Na imię mi Oskar” wołomińska publiczność mogła oglądać kilka razy. Niektórzy korzystali z każdej okazji – zwłaszcza ci, którzy nie wstydzą się łez… Dla jasności – mówimy tu również o Mężczyznach, takich przez duże „M”. Niespełna godzina spektaklu, kilkoro młodych aktorów, ograniczona do minimum scenografia i środki techniczne – niby nic wielkiego, ale to jednak nadzwyczajne wydarzenie i warto poświęcić mu nieco czasu. O początkach pracy z młodymi aktorami opowiedziała mi Monika Kisła – osoba, która wspomnianego czasu zainwestowała w ten spektakl najwięcej. Czytaj dalej „Oni nie grają…”
Présentation du jeu de Go
Présentation du jeu de Go
Video wysłane przez DidierK
Une présentation du Go réalisée par Frédéric Donzet.
Stare, ale jare… gry, oczywiście
Generalnie nie mam nic do listonoszy, ale ten nasz… Nie dość, że wrzuca do naszej skrzynki listy do połowy mieszkańców ulicy, to jeszcze próbuje udawać, że nie było komu doręczyć paczki i zostawił dwukrotnie awizo w skrzynce Mamci. Niech ja go spotkam! Mój backammon od dwóch tygodni leżakował na poczcie! Skandal!
Ale od wczoraj jest w domu – duży i drewniany. Może nie jest najcudowniej wykonany, a może po prostu spodziewałem się czegoś bardziej dopieszczonego, ale prezentuje się imponująco. Na tyle, że udało mi się namówić Ulę, a potem Agę na partyjkę. Jedną, potem drugą… Potem przerwa na kilka partyjek gwiazdkowego Super Farmera w nowym wydaniu – też się spodobał, choć mnie raczej średnio, bo właściwie nie ma interakcji pomiędzy grającymi. I znowu backgammon :) Naprawdę udane popołudnie – no i te gołąbki na obiad… Marzenie…
…i po świętach
Pierwszy sukces – udało się dopiąć spodnie. Idzie ku dobremu. Pomoże w tym zapewne i spracerek do roboty, bo dziś akurat na mnie wypadło. Będzie miło… Zaktualizuję stronę ośrodka, wykonam parę telefonów w sprawie styczniowych koncertów.
Za jakieś dwa tygodnie wernisaż ojca w galerii „Korozja i Kolor”. Wczoraj udało nam się złożyć do kupy zaproszenie i plakat, przede mną przygotowanie kilkudziesięciu zdjęć do tej wystawy, w tym kilkunastu w sporym formacie 100×70 cm, więc trzeba się troszkę przyłożyć. Uda się…
Wygrzebałem prototypowe wersje Triles i… chyba mam dwie nowe gry. Dziś przetestuję na szybko jeden z pomysłów, jeśli się sprawdzi, to za jakiś czas będę się uśmiechał do Pomimo :) Ale póki co – sza! Na razie liczę na młodych beta-testerów w sprawie Triles.
Wirtualny Wołomin padł – znowu jakieś kłopoty z serwerem, a właśnie dziś rano dostałem odpowiedzi na pytania do wywiadu z Anetą Saks i Szymonem Plasotą, autorami komiksu historycznego publikowanego w Roczniku Wołomińskim. Załamka. Aż mi głupio ganiac Sieniaka w sprawie tej awarii…
Openspace
Nazbierało się różnych drobnych sprawek, dwa wolne dni do odebrania za sobotę i niedzielę na Prowincji rozmieniły się na drobne. Trzeba było gdzies powysyłać zdjecia, aktualizować strony, pisać krótkie relacje itd. Troszkę dłubaniny w domu, sporo w pracy i… nie ma czasu. ViVo domaga się aktualizacji – przynajmniej kalendarza imprez, bo dostałem w miarę aktualne informacje o zajęciach w MDK w Wołominie, na Pionek.net udało mi się dziś zamieścić reguły Revhex – ale tylko dlatego, że miałem gotowca od autora.
Przy okazji przypomniałem sobie, że mam kilka rozgrzebanych tekstów do piosenek i właściwie to… mógłbym je skończyć niezależnie od tego, czy w tej chwili jest zespół, który je wykorzysta. I tak trzeba będzie zrobić :)Kończymy pracę nad poligrafią do płyty Openspace – nareszcie, bo wstępnie płyta miała być na rynku sporo przed gwiazdką, co okazało się niemożliwe z wielu powodów. Niewiele brakowało, a i ja przeciągnąłbym termin – na szczęście Rafał znalazł dwa wolne wieczory i wczoraj praktycznie zakończyliśmy pracę.
Chciałbym też wygenerować w końcu jakieś beta-reguły dla mojej „gry kafelkowej”. Testuję ją gdzieś „na boku” i „w tak zwanym międzyczasie”, ale to za mało. Muszę znaleźć kogoś cierpliwego i zainteresowanego, poświęcić kilka godzin i zamknąć temat. Przynajmniej ten…
Prawie gotowe!
Jutro ruszamy z przeglądem Prowincja 2007… Scena gotowa. Prawie. Zostało jeszcze sporo kosmetyki, ale już jakoś wygląda, nagłośnienie stoi, zasilanie „się robi”. Akustyka się poprawiła, choć rewelacyjnie nie jest. Sporo walki przed nami jeszcze jutro, ale wiem już, że nagranie „live” jest pewne, zachowam sobie wszystko na minidiskach. Może i w Życiu się pojawimy z krótkim filmikiem video, już jutro wieczorem.
Mam wielką nadzieję, że scena będzie działać, że będą regularne koncerty, wrócimy do warsztatów w czasie ferii i wakacji. Brakuje mi tego mimo wszystko :)
Niedziela przed monitorem
Od rana aktualizacje, aktualizacje, poprawki – i znowu aktualizacje… Nuda, całkowity brak akcji. W przerwie troszkę dłubaniny w Corelu dla Pomimo przy jego grze Trybiki. Plansza ewoluowała mocno w ciągu dwóch godzin, powstało jakieś 6-7 wersji.
Spacerkiem po Kobyłce
Pomimo szumnych zapowiedzi na kółku nie stawiły się jakieś tłumy – pojawiło się czterech chłopaków, w tym Mateusz, który naprawdę „daje radę”. Nie padało, więc wypuściliśmy się na niespieszny spacerek po Kobyłce – zaczęliśmy na cmentarzu, który pomimo pochmurnego nieba i ogólnej szarzyzny ma swój urok. Zawsze można wypatrzeć jakiś stareńki nagrobek pokryty mchem, jakiś ciekawy kontrast, element dekoracyjny… Spędziliśmy tam blisko godzinę, kościół Św. Trójcy nie był już taki interesujący a wyprawa na peryferia była całkowitą porażką.
Wieczór przy scrabblach i dominie upłynął miło w towarzystwie Kaśki i Roberta, Gośka i Marcin zrejterowali. Skończyliśmy przed 23.00, rozegraliśmy chyba sześć czy siedem partyjek domina, szło naprawdę sprawnie. Najczęściej wygrywała… Ulka :)
A jutro czeka mnie pracowita niedziela przy kompie. Co robić…?

Najnowsze komentarze