Coraz rzadziej trafiają mi się ciekawe „wołominalia”, ale jak już się trafią, to często mam problem. No bo niby wszystko się zgadza: mieliśmy w Huraganie sekcje koszykówki, siatkówki, piłki nożnej i ciężarów, ale gimnastyki artystycznej jakoś nie kojarzę… Czytaj dalej „Ki czort?”
Tak się szczęśliwie złożyło, że niedawno miałem wieczór pełen kontrastów – idealnie pasuje to tematu w tym tygodniu!
Bambusowa deska
No tak, w końcu to zrobiłem – kupiłem deskę do Go. Nie jakąś wypasioną ale tanią, bambusową, za to pełnowymiarową: 19×19. Kurier przywiózł ją w ciągu 24 godzin, pancernie i nieekologicznie zapakowaną w wiele warstw kartonu, folii bąbelkowej i spożywczej, szczelnie oklejoną taśmą. Namordowałem się, żeby się do niej dostać! Czytaj dalej „Bambusowa deska”
Kiedy kilka lat temu zakładałem stronę pionek.net dołączałem do dobrego, sieciowego towarzystwa: w sieci można było znaleźć polskie strony o backgammonie, grach w domino czy kości. Po paru latach „silnik” mojej strony nieco się zestarzał, więc mozolnie zacząłem przerzucać informacje na nowy serwer – i nowy silnik. Po roku wykończyły mnie opłaty… Przeliczyłem się – wcześniej utrzymywał mnie program partnerski jednego z internetowych sklepów z grami. Podjąłem trudną decyzję – czas zamknąć stronę. (więcej…)
Dominator
Winkers
Malutka heksagonalna plansza, po dziesięć pionów neutralnych i dziesięć oznaczonych kolorem dla każdego gracza oraz prosty warunek zwycięstwa – ustawienie trzech swoich pionów w jednej linii. Czy ta gra może być ciekawa? Może, i to bardzo! Powodują to piony neutralne, dzięki którym każdy ruch staje się ważny… Czytaj dalej „Winkers”
Centrum na mapie – rok 1933
Zmieniły się głównie nazwy ulic, zniknęła Książęca i Skwer Okrzei, ale poza tym – bez większych zmian. Widać oznaczoną synagogę przy obecnej Moniuszki oraz Magistrat i Kasę Chorych oznaczone MK. Pocztę mieliśmy przy Książęcej, kino – przy Placu Piłsudskiego (późniejsza Biblioteka Pedagogiczna).
Największa ciekawostka – literka Ł to… łaźnia rytualna.
Pilot przyjechał kurierem
Co jakiś czas nachodzi mnie na kaligrafowanie. W moim wypadku to raczej termin na wyrost, ale wiadomo o co chodzi… Gęsiego pióra do tego nie używam – nie jestem hipsterem, wieczne mi wiecznie zasycha, używania stalówek w obsadce i kałamarza grozi katastrofą. Tym razem postanowiłem spróbować japońskiego wynalazku – pióra Pilot Parallel. Miałem w ciągu dnia tylko chwilkę na jego wypróbowanie ale już wiem, że będę potrzebował takich chwilek więcej. Dużo więcej.
Lecę w kulki
Mała rzecz, a cieszy! Wór szklanych kulek to raczej prezent dla dziesięciolatka, i to takiego sprzed pół wieku, ale i ja się ucieszyłem. Mam pretekst, żeby wrócić do Husbao – polskiego wariantu gier z rodziny oware, wari i bao. Oryginalne kamienie są nierówne, co nie ułatwia gry, a opcjonalne drewniane kulki – za lekkie, przez co odbijają się od planszy. Jest ryzyko, że szklane kulki będą mało czytelne… Zobaczymy. Czytaj dalej „Lecę w kulki”




Najnowsze komentarze