No tak, w końcu to zrobiłem – kupiłem deskę do Go. Nie jakąś wypasioną ale tanią, bambusową, za to pełnowymiarową: 19×19. Kurier przywiózł ją w ciągu 24 godzin, pancernie i nieekologicznie zapakowaną w wiele warstw kartonu, folii bąbelkowej i spożywczej, szczelnie oklejoną taśmą. Namordowałem się, żeby się do niej dostać!

Zapewne nigdy nie zagram na niej w klasyczne Go, choć to gra wyjątkowa. Mówi się nawet o niej, że nie została wymyślona, ale odkryta. Mam wprawdzie w domu wielką miłośniczkę Japonii, ale jakoś nie przejawia zainteresowania… Na pewno namówię za to kogoś na partyjkę Pente, Go-Moku czy choćby Connect 6.

Cieszę się z zakupu, ale jestem też nieco zaniepokojony. Choroba chyba powraca… Nic nie mówcie mojej żonie!