Po kolei – Paweł i Iza dzielnie stanęli przed ołtarzem. Iza płakała podczas przysięgi. Powiedziałem Pawłowi, że mam nadzieję, że ostatni raz przez niego płacze :) Szczęścia młodej parze! Lampa błyskowa robiła co chciała, więc czeka mnie sporo pracy przy obróbce zdjęć :(

Godzinę później – wernisaż ojca. Marcin zrejterował, byłem wściekły. Jeszcze troszkę jestem. Ale ludzi przyszło multum, było potwornie ciasno, scenariusz wziął w łeb, bo nie dało się odsłaniać kolejnych gablot w takiej ciasnocie. Było miło, resztę wieczoru spędziliśmy u Gośki na plotach. Ulka imprezowała, więc wróciła dopiero dziś rano.

Parę minut przed trzynastą byłem już w ośrodku – oczywiście oświetlenie w rozsypce, mikrofony charczą, muzycy się spóźniają. Humoru brak. Pewnie byłoby marnie aż do końca, ale po 16.00 na zcenę wdrapali się Paweł i Piotrek z gitarami i we wszystkich wstąpiły nowe siły – ponad półtorej godziny jam session zleciało momentalnie. Publiczności jak na lekarstwo, ale może to i dobrze – nie uważam, żebyśmy byli organizacyjnie przygotowani na większą ilość uczestników.

Jest nadzieja na regularne, comiesięczne jamowanie – warto było zarwać niedzielę.