U2 o U2

Takie okazje nie przejdą mi koło nosa, o nie! Kilka muzycznych lektur po dyszce za sztukę? Biorę! Odetchnę nieco od stalkerskich klimatów…U2 o U2 poszło na pierwszy ogień nieco z przekory – oczywiście znam zespół, szanuję, mam jakieś składankowe krążki na półce, ale nigdy nie byłem jakimś fanem Irlandczyków, w przeciwieństwie do kilku koleżanek z młodości. Podejrzewam, że bardziej trafiali do nich jako boysband, ale wolę nie pytać – to może okazać się prawdą.

Lektura wyglądała interesująco – blisko 600 stron, sporo zdjęć. To właściwie potężny wywiad, bo w całości składa się z wypowiedzi członków zespołu i osób z nim współpracujących, bez żadnego komentarza. Nie wiem więc, ile prawdy jest w opowieściach o ich świątobliwym życiu, nie znalazłem właściwie ani jednego negatywnego zdania o muzykach. Troszkę to mało wiarygodne, ale kto ich tam wie?

Początkowo byłem pod wielkim wrażeniem – kolesie nie ukrywali faktu, że nie mieli wielkiego pojęcia o muzyce, że właściwie tworzyli intuicyjnie na kilku akordach, że ich teksty nie miały większego sensu, że uważali się za zespół punkowy. Bardzo motywująca historia – kilku postrzelonych kumpli ze szkoły, z różnych środowisk i rodzin, realizuje swoje marzenia. Dopóki kręcili się po Wyspach bez pensa w kieszeni było to naprawdę wciągające, później też nie było najgorzej – choć zaczęli być rozpoznawalni i ruszyli na podbój Stanów, to wciąż miel w sobie ten garażowy sznyt i masę szczęścia. Później… Szczerze mówiąc, jeszcze nie bardzo wiem, co będzie później – jestem w połowie lektury, ale idzie mi coraz oporniej. Coraz więcej ogólników, coraz mniej zabawnie, większą rolę odgrywają jacyś ludzie z zewnątrz, zaczyna się szołbiznes. I zaczyna mi przeszkadzać zarówno forma, jak i treść tel lektury.

Od początku wkurzają mnie bezsensowne wyimki. Rozumiem ich potrzebę w gazecie, ale w książce? I to jeszcze KAPITALIKAMI? Ani to nie poprawia estetyki składu, ani przekazu tekstu… No i te wkurzające błędy! Przecinki często zupełnie nie na miejscu, ale to jest do wybaczenia, w przeciwieństwie do kuriozalnego fragmentu o hamowaniu z piskiem opon… szybkiej kolei japońskiej. Albo że gdzieś tam śpiewał Billie Holiday.

Z jednej strony żałuję, że nie czytam tego na kindlu – wielokrotnie miałem ochotę coś sobie wynotować, zapisać, nawet podzielić się jakimś cytatem w necie. Z drugiej – z każdą stroną mam mniejszą ochotę kontynuować lekturę. A kiedy mam ochotę wcisnąć tę książkę gdzieś w najdalszy kąt biblioteki, odpalam sobie choćby to:

…i czytam dalej.

2 myśli na temat “U2 o U2

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Zgred Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑