Jestem homofobem?

Świat wokół nas jest coraz bardziej czarno-biały: albo jesteś za, albo przeciw. Kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam. Nie ma żadnych faz pośrednich, nie ma dyskusji. Albo PO, albo PiS. Legia albo Polonia. Homo albo… homofob. Zwłaszcza to ostatnie sprawia mi spory kłopot, choć… może to ja sprawiam kłopot innym? Czytaj dalej „Jestem homofobem?”

Miasto bez twarzy

Kiedy byłem w wieku, w którym moim największym problemem była klasówka z chemii, o Radzyminie mówiliśmy z przekąsem „miasto seksu i biznesu”. Wtedy to było śmieszne – każdy, kto pamięta to miasto z przełomu lat 80. i 90. wie, o czym mówię. Dziś to wcale nie jest śmieszne… Czytaj dalej „Miasto bez twarzy”

Inne kobiety

Drobna blondyneczka mości się na kolanach ogolonego „na zero” młodzieńca – widać parkowa ławka nie nagrzała się jeszcze wystarczająco, żeby przysiąść na niej w skąpej miniówce. Za wcześnie na wagary, moi drodzy, wyszliście przed orkiestrę… Nagle ona pyta, kontynuując widać przerwany wątek: – …i nawet Mariola ci się nie podoba? Czytaj dalej „Inne kobiety”

Miasto pomników

„Potrafimy tylko wznosić pomniki coraz większe, coraz wyższe, ale pamiętać – pamiętać już nie umiemy.” – gdzieś w powieści Arkadija i Borysa Strugackich „Ślimak na zboczu” z roku 1965 pada takie zdanie. Dawno, ale prawda – chciałoby się powiedzieć, bo przecież minęło już blisko pół wieku. Jeszcze więcej minęło od wydarzeń, które chcą upamiętnić przedstawiciele Stowarzyszenia Wspólnota Samorządowa Powiatu Wołomińskiego, którzy zwrócili się do burmistrza Wołomina z propozycją i planem budowy pomnika poświęconego Polakom, mieszkańcom Wołomina i terenów powiatu wołomińskiego, którzy podczas II wojny światowej ratowali Żydów. Pomnik miałby być usytuowany na skwerze przy ulicy przejazd, a więc w okolicy dawnej bramy do wołomińskiego getta. Czytaj dalej „Miasto pomników”

Dzień świstaka

Budzik drze się codziennie o tej samej porze… Kawa w tym samym kubku, znowu dwie kanapki, ta sama droga do pracy: pociąg, autobus… Te same twarze współpracowników i co gorsza – ta sama gęba szefa. Pensja na koncie co miesiąc ta sama, nie ma co liczyć na podwyżkę – mówią, że jest kryzys. Co dzień ten same problemy i niemal identyczne ich rozwiązania, nawet wieczorny film w telewizji ten sam, bo już go kiedyś widzieliśmy. Pewnie nie raz, choć i tak nie pamiętamy, jak się skończył. Nawet nasze narzekania są codziennie takie same – i ci sami politycy, przełożeni i szwagier są wszystkim naszym życiowym niepowodzeniom winni. Czytaj dalej „Dzień świstaka”

Najstarszy zawód świata

Musze to wyznać – mam wielki szacunek i słabość do „najstarszego zawodu świata”. Nie każdy może go uprawiać – i z pewnością nie każdy powinien, dla dobra nas wszystkich. Choć wydaje się atrakcyjny i kuszący, to jednak jest to kawał ciężkiej, ale i misternej roboty, w której z roku na rok trzeba się doskonalić, choć czasem wydaje się monotonna aż do znudzenia. Powiedzmy to sobie otwarcie – nauczyciel to powołanie, a nie zawód. Czytaj dalej „Najstarszy zawód świata”

Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste siódme

– Nie jest źle, panie Mareczku, nie jest źle! Idą zmiany, może i robota będzie niedługo… Nie, nie – przy odśnieżaniu to sezonowe zajęcie jest, a ja potrzebuję ustabilizować budżet domowy. Ale może będzie robota jakby dla mnie stworzona – uratuję nasz kraj, ojczyznę naszą kochaną! No nie sam, sam to bym mimo wszystko rady nie dał, ale rękę przyłożę! Właściwie to nie rękę… Opowiem od początku – sam pan zrozumiesz. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste siódme”

Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste szóste

marian_z_wolomina_zima– Zaczęło się! Będzie ciężko, ale damy radę! Trzymajmy się razem, to jakoś przetrwamy, panie Mareczku… Jaki koniec świata, co pan gadasz – to za tydzień dopiero! Na razie to trzeba przetrwać jakoś te wszystkie wymuszone uśmiechy, te zakładowe Wigilie, te wszystkie rymowane życzenia przysyłane esemesami z numerów, których nie masz pan w książce. To trudny czas, panie Mareczku. Czas obłudy! Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste szóste”

Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte

– Przyhamuj pan, panie Mareczku, z tymi swoimi bombkowymi pomysłami, bo to się źle skończyć może. Ktoś usłyszy, coś niechcąco przekręci, doniesie gdzie trzeba i przyjdą pana pojmać bladym świtem. Zaraz ktoś ideologię dorobi i się okaże, że chciałeś pan zaparkować między miejskim magistratem a starostwem taksówką wypełnioną niebezpiecznymi materiałami – i weź się pan potem tłumacz, że chciałeś pan parę groszy przed świętami dorobić i że to były bombki, a nie bomby. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte”

Okiem Mariana spojrzenie czterdzieste trzecie

– No co się pan tak wytrzeszczasz, panie Mareczku? Kebabem się pan zadławiłeś, czy co? Aaaaa, że dresik mam nowy… Nie dziwota – idzie zima, trzeba zadbać o ciepłotę ciała. Przyciąłem parę groszy na parkingu pod cmentarzem w święto, to i zainwestowałem w przyszłość… Akurat dostawa była w lumpeksie. Co, zły? Młodzież teraz w takich śmiga po dzielnicy! No fakt – młodzieżą to ja już dawno nie byłem, ale ciuch mało styrany, ciepły, z gumeczką – to kupiłem… Że za krótki na mnie? Ale za to za szeroki, więc się wyrównuje! Co się pan dziwisz? W Strachówce też tak drogę zbudowali: za szeroka nieco była, więc im materiału nie wydoliło i za krótka im wyszła! Tylko że oni zaczęli zwężać i same nieszczęścia z tego wynikają, więc ja wolę chodzić w takim za szerokim i za krótkim, ale ciepłym. Tramwaju się pan czep, albo swojej baby – ja pańskiego kaszkietu z darów dla powodzian nie komentuję… Czytaj dalej „Okiem Mariana spojrzenie czterdzieste trzecie”

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑