Świat wokół nas jest coraz bardziej czarno-biały: albo jesteś za, albo przeciw. Kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam. Nie ma żadnych faz pośrednich, nie ma dyskusji. Albo PO, albo PiS. Legia albo Polonia. Homo albo… homofob. Zwłaszcza to ostatnie sprawia mi spory kłopot, choć… może to ja sprawiam kłopot innym?

Mam homoseksualnych znajomych płci obojga o których orientacji wiem, oraz zapewne kilkoro takich, o których nie wiem i nie obchodzi mnie to. To ich intymna, prywatna sprawa – dla mnie liczy się to, jakimi są ludźmi. Dopóki w mediach nie pojawił się popularny ostatnio temat „związków partnerskich” – nie było ze mną problemu. Teraz już jest… Odważyłem się bowiem kilka razy wypowiedzieć w gronie znajomych, że nie mam nic przeciwko zarejestrowaniu takiego związku dwojga ludzi (płci dowolnej) jako jakiejś formy wspólnoty majątkowej, ułatwieniu w formalnościach szpitalnych, urzędowych, podatkowych czy spadkowych. Obawiam się jednak, że wykroczenie poza sferę urzędowo-finansową będzie otwarciem furtki dla legalizacji małżeństw homoseksualnych, które z kolei zaczną się domagać możliwości adopcji dzieci. I to ta właśnie kwestia włącza u mnie „czerwone światełko” i każe krzyczeć „veto!”, co kończy dyskusję: konserwatyści zadowoleni klepią mnie po plecach, liberałowie przyklejają wielką łatę homofoba po czym wszyscy odwracają się na pięcie i idą do swoich piaskownic. Dotąd nie miałem okazji spokojnie wytłumaczyć się ze swoich obaw, więc tym razem skwapliwie skorzystam.

Zdaję sobie sprawę, że „to” już się dzieje: nie brakuje samotnych matek mieszkających z „kuzynką” – zapewne lwia ich część to pary lesbijek wspólnie wychowujące dziecko. To żaden argument – nie boję się o wpływ wywierany na psychikę dziecka przez wychowującą ją homoseksualną parę. Obawiam się reakcji rówieśników w szkole, sąsiadów, osiedlowej młodzieży w dresach i innych wytykających palcem „porządnych obywateli”, którzy poznają prawdę, z którą nie mogą się pogodzić. Już słyszę te drwiny, epitety, zaczepki. I nie tylko ja wiem, że na tym się nie skończy – dziecko wychowywane przez homoseksualną parę doświadczy niejednokrotnie fizycznego bólu. Krótko mówiąc – będzie bite. Ja tego nie chcę.

Wiem, że lepiej mieć dwie kochające matki, niż być sierotą. Szkoda, że niewielu z nas ma tę świadomość.