– Jak ktoś ma pecha, panie Mareczku, to mu w drewnianym kościele cegła na łeb spadnie… Ja tam nigdy szczęścia nie miałem w kartach, a w miłości to sam pan wiesz, tłumaczyć nie trzeba. Od szczeniaka już mnie ten pech prześladował, toteż i przyzwyczajony jestem i się nie żołądkuję z byle powodu.

Jak mnie do wojska pobierali i spytali, gdzie chciałbym służyć, to powiedziałem, że w Łodzi – żeby do domu było w miarę blisko. No i mnie przypisali – do łodzi podwodnej. Szczęście w nieszczęściu, że dwa centymetry za wysoki byłem, bo tam tylko karakanów biorą… Miałbym kłopot, bo zasnąć mogę tylko przy otwartym oknie.

Nie dziw się pan więc, że w tej magistrackiej loteryjce nie startuję – ostatnia loteria źle się dla mnie skończyła. Pętakiem jeszcze byłem, jak za uciułany na zwrotnych butelkach grosz kupiłem los w wesołym miasteczku i wygrałem – wyłóż pan sobie – szczeniaka. No tak, cudne… Pierwszego dnia oszamał mi nowe juniorki do szkoły, co to były towarem reglamentowanym wówczas, a dzień później dziabnął w łydkę mleczarza. Wściekły na szczęście nie był… Pies, znaczy się, bo i mleczarz, i mój nieboszczyk tatunio owszem, co boleśnie odczułem. Mleczarz pacnął mnie w ucho od razu, a tatko dzień później, jak zobaczył rachunek za szczepienie i za juniorki. Ja więc z góry za ten samochodzik dziękuję – jak znam życie, to by mi go z podwórka pierwszej nocy podharcerzyli, zanim bym jeszcze na ubezpieczenie parę złotych uczochrał. Może panu się przyda, bo taksóweczka już się nieco zestarzała i czas jej na emeryturę się udać na jakimś zacisznym szrocie…

Ja panu nawet hasło reklamowe mogę podrzucić, bo chyba regulamin konkursu tego wymaga. Na ten przykład: „Zarabiam w Warszawie – płacę w Wołominie”. Albo lepiej: „Na pewno zapłacę – jak będę miał pracę!”. Jakby mieszkańcy mieli wybierać, to z takim hasłem już byś pan wygrał tę furę.

Ja to święto niepodległości spędziłem pod pomnikiem przyrody, z puszką tyrolskiej i kiszonym ogórkiem, bo się wybrałem na krajoznawczy spacerek po okolicy, ale pan pewnie byłeś na posterunku i widziałeś, co tu się działo? Ponoć się tu harcerze za krajki szarpali, kto godniejszy stania na warcie pod pomnikeim jest – czy ci z tej, czy z tamtej strony torów… Prawda to? Światowa sytuacja, nie ma co – awantura prawie jak w stolicy na Marszu Niepodległości…

Dziadek na pomniku by oczy zasłonił, jakby miał ręce. Musiał bidny patrzeć…