Moje poprzednie koszykarskie wzruszenie miało miejsce w 2013 roku, więc chyba niezbyt często „moczę się” ze sportowych powodów, ale dziś… Dziś mnie po prostu zamurowało! Warto było dziesięć dni żyć bez cukru i soli na mazurskim wygnaniu dla tej jednej sceny, prawie jak z filmu. Jeden za wszystkich – wszyscy za jednego! Jeśli są takie dzieciaki, to jest nadzieja! Czytaj dalej „Team spirit”
Prorok z Wołomina
Dobry Wieczór! i Kurjer Czerwony
– ilustrowane pismo codzienne R.17, nr 19
(19 stycznia 1938)
Nie ma co dorabiać legendy – pewnie każde większe miasteczko miało kiedyś swoje barwne postacie. Nie mówiąc już o wsiach – wszak każda miała swojego wioskowego głupka.
Żniwa zła
Trudno mi porównywać trzeci tom kryminalnych perypetii wielkiego kuternogi z poprzednimi – Wołanie kukułki i Jedwabnika przeczytał mi Maciej Stuhr i nieco się obawiałem, że bez jego interpretacji cała ta historia wypadnie blado… Na szczęście Robert Galbraith, czyli J. K. Rowling w przebraniu, postanowiła pogrzebać nieco w przeszłości Cormorana Strike’a i Robin Ellacott. Zrównoważyło to nieco dość koszmarny wątek kryminalny pełen odciętych kończyn, pedofilii i przemocy seksualnej i uświadomiło mi, że planowanie cyklu powieści to nie jest prosta sprawa… Czytaj dalej „Żniwa zła”
I tak codziennie…
Eat, sleep, train… Powtórz. I jeszcze raz. I znowu… Czytaj dalej „I tak codziennie…”
Kirkut w Szczytnie
Dwustuletni kirkut niegdyś leżał poza miastem, dziś sąsiaduje z jednorodzinną zabudową. Ponoć to największy cmentarz żydowski na Warmii i Mazurach… Zielony, czysty i zadbany, ale i tak znalazł się jakiś lokalny „patriota”, który dopisał na macewach jakże głębokie w swym przekazie Jude raus i Żydy won – dla mniej wykształconych ziomków… Czytaj dalej „Kirkut w Szczytnie”
W stronę Wilna
Nigdy nie udawałem, że Marian z Wołomina to, że tak powiem, „moje dziecko”. Jest on ewidentnie nieślubnym synem Walerego Wątróbki, który przed wojną pisywał do prasy używając do tego celu pióra Stefana Wiecheckiego, czyli Wiecha.
Raz nareszcie my górą. I możem całemu światu zaimponować. Bo to że w Indiach podobnież ziemia się trzęsie, jak garaleta, to stara rzecz i nikomu się tem oka nie otworzy. Takżesamo z tem wężem morskiem w Szkocji. W końcu okazało się że to lipa, wykompinowana przez tamtejszych knajpiarzy i numerowych z hoteli, żeby się frajery nad tę sadzawkie zjeżdżali, gdzie poniekąd ten ów wąż miał zamieszkiwać. Ale się granda wydała i teraz może dojść tam do poważnego mordobicia. Ale u nas faktycznie cud się taki odbył, że wszystkie trzęsienia ziemi, francuskie kanty z biżuterią, morskie smoki i insza zwierzyna nienaturalnej wielkości, to pętaki śmiechu warte. No bo proszę, ja kogo, okazało się, że mamy ruchome miasto. Czytaj dalej „W stronę Wilna”
Muzyczny Wołomin
…tak nazywa się teraz sklep muzyczny przy Wileńskiej. Po przewietrzeniu magazynów, zmianie właściciela, remoncie i posadzeniu za ladą dwóch „szpeniów” to zupełnie inne miejsce! Mam nadzieje, że będzie tętnić życiem i przyczyni się nieco do ponownego rozruszania lokalnego środowiska muzycznego. W dniu otwarcia sprzedawały się głównie trójkąty i harmonijki… Czytaj dalej „Muzyczny Wołomin”

Najnowsze komentarze