Wierzę w olimpijski medal w Londynie

Marta Makowska, jedna z najbardziej utytułowanych sportsmenek z naszego terenu, wielokrotna mistrzyni Europy i świata, tryumfatorka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, zdobywczyni olimpijskich laurów w Sydney i Atenach, porusza się na wózku. Od zawsze. I każdego roku udowadnia, że mimo to można być żoną, matką, wartościowym pracownikiem i spełnionym sportowcem.

– Jak trafiłaś do sportu?

– Około osiemnastego roku życia szukałam pomysłu na siebie, nie wiedziałam, co mogłabym w życiu robić. Praca? Studia? Kończyłam wołomiński ogólniak – nie była to szkoła przystosowana dla uczniów na wózkach, ale uniknęłam nauczania indywidualnego i odcięcia od środowiska rówieśników. Wtedy właśnie moi rodzice wyczytali gdzieś, że są zajęcia Integracyjnego Klubu Sportowego na AWF-ie, zawieźli mnie tam i… przeżyłam szok! Masa osób na wózkach, w większości starszych ode mnie, pracujących, posiadających rodziny i dzieci, jeżdżących samochodami i uprawiających z pasją sport. A więc okazuje się, że można! To zupełnie zmieniło moje nastawienie – dotąd czułam się wręcz ubezwłasnowolniona przez swoją niepełnosprawność, a ci ludzie pokazali mi nowe możliwości. Spróbowałam chyba wszystkiego – lekkiej atletyki, koszykówki, pływania, tenisa stołowego, tańca na wózkach – wybrałam szermierkę.

W sporcie często trzeba wszystko postawić na jedną kartę – ja odnosiłam pierwsze sukcesy jeszcze przed maturą, więc trener naciskał, żebym jeździła na wszystkie zawody kwalifikacyjne kosztem nauki, że mam szansę na olimpiadę w Atlancie. Odpuściłam – matura była ważniejsza.

– Pierwszą olimpiadę odpuściłaś, ale w Sydney już byłaś – to rok 2000. Potem Ateny, urlop macierzyński od sportu w czasie Pekinu i teraz Londyn. Jak zdobywa się kwalifikację na olimpiadę?

– Pomiędzy olimpiadami należy wywalczyć odpowiednią ilość punktów w turniejach pucharowych. Teoretycznie to cztery lata, ale praktycznie walka zaczyna się dwa lata przed olimpiadą. W roku mamy pięć Pucharów Świata, do tego mistrzostwa Europy i mistrzostwa świata. Zbieramy punkty rankingowe, które kwalifikują do udziału w olimpiadzie. Oczywiście mistrzowie świata i mistrzowie Europy z dwóch lat poprzedzających olimpiadę mają taką kwalifikację zapewnioną.

– Jedziesz do Londynu po medale?

– Po to się jedzie na olimpiadę! Bez takiego nastawienia nie ma sensu startowanie w jakichkolwiek zawodach. Oczywiście mam świadomość potęgi azjatyckiej szermierki, ale wierzę w możliwość zwycięstwa.

– Azjaci w tej dyscyplinie pojawili się niedawno – skąd taki błyskawiczny sukces?

– Zaczęli rok przed olimpiadą w Pekinie – to wystarczyło. Oni podchodzą do tematu bardzo profesjonalnie zarówno w sporcie niepełnosprawnych, jak i pełnosprawnych. Jeśli już trenują, to robią to zawodowo: mają zapewnione utrzymanie, mieszkanie, rehabilitację, naukę – jeśli są w młodym wieku. Takie podejście do sportu jest nie tylko w Chinach, Tajlandii czy Hongkongu, ale też w Rosji czy na Ukrainie. Myślę, że te zmiany idą w słusznym kierunku, ale nie wszystkie kraje za tym nadążają. Są oczywiście niebezpieczeństwa takiego kierunku rozwoju, jak doping czy przedmiotowe traktowanie zawodników, ale to raczej margines. Przede wszystkim – sport niepełnosprawnych staje się ważny i zauważany, czego przejawem jest choćby… podkupowanie sobie zawodników.

– Reprezentujesz Polskę w trzech turniejach: szpada i floret indywidualny oraz szpada drużynowa. Przypomnij czytelnikom, czym różni się szpada od floretu?

– Startuję w kategorii B, określającej stopień niepełnosprawności. W kategorii A zawodnicy nie mogą konkurować w szermierce pełnosprawnych na przykład ze względu na amputacje kończyn. Często dzięki protezom poruszają się samodzielnie, ale walczą, siedząc na wózku. Dla zawodników w kategorii B wózek jest… codziennością. O kwalifikację na olimpiadę konkuruję w gronie około 40 zawodników na świecie.

W każdej z tych dyscyplin jest inne pole trafienia, czyli obszar ciała przeciwnika, za który dostajemy punkty przy trafieniu. W szpadzie jest to górna połowa ciała, zaś we florecie tylko tułów. Bronie różnią się rodzajem chwytu: we florecie umożliwia on przedłużenie ramienia szermierza, w szabli – ustawia klingę pod kątem prostym. Różne są też zasady trafienia: we florecie i szpadzie punkty zdobywa się przez pchnięcia, a więc samym czubkiem broni. W szabli liczą się cięcia i pchnięcia na górną połowę ciała przeciwnika.

– Wierzę w twój sukces w Londynie, ale… co dalej? Myślisz już o kolejnej olimpiadzie?

– Wszystko, co w sporcie najważniejsze – już osiągnęłam. Teraz robię to już wyłącznie dla satysfakcji. Nie mogę poświęcać tyle czasu treningom – mam męża, córkę, pracę zawodową. Ale efekty ciągle są, więc choć mam świadomość, że czas już kończyć karierę, to wiem też, że ciężko będzie podjąć tę decyzję. Tym bardziej, że brakuje młodych zawodników, którzy mogliby zająć nasze miejsce. Nie garną się do sportu, swoje miejsce znajdują raczej w wirtualnej rzeczywistości – na portalach społecznościowych i w grach komputerowych.

– Licząc na Twoje olimpijskie relacje dla naszych czytelników, życzę Ci trzech złotych krażków…

Jedna myśl na temat “Wierzę w olimpijski medal w Londynie

Dodaj własny

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: