Uroczystośś odsłonięcia w Wołominie tablicy poświęconej Sprawiedliwym wśród Narodów Świata upamiętniała nielicznych – tych, którym się udało, którzy przeżyli i o których dano świadectwo. Ci, którym się nie udało pozostają niepoliczalni i najczęściej bezimienni. Znamy tylko cenę, którą zapłacili za swój wybór, za podjęcie ryzyka – za bycie człowiekiem.

Zapewne większość zebranych tego dnia pod tablicą na ulicy Orwida myślała identycznie: że w podobnej sytuacji bez wahania postąpiliby tak samo. To oczywiście budujące – ale czy to prawda? Czy naprawdę zdajemy sobie sprawę z codziennych konsekwencji wynikających z takiej decyzji: konieczności ponoszenia kosztów i trudów zdobywania jedzenia nie tylko dla siebie i swoich bliskich, ale i dla tych, których dobrowolnie chronimy? Kłopotów z zapewnieniam podstawowych warunków sanitarnych zupełnie obcym ludziom? Ilości czasu, który musimy na to poświęcić? Raczej o tym nie myślimy… Mamy świadomość ryzykowania przez tych bohaterów życia własnego i ich rodzin, widzimy ich dziś jako sędziwych i otoczonych szacunkiem, skromnych ludzi, których podziwiamy – i chcemy być tacy, jak oni. Ta szara, wojenna codzienność nam umyka, więc może warto się zastanowić – czy rzeczywiście bylibyśmy w stanie ponieść takie koszty?

Dla ułatwienia – bo zapewne trudno jest nam dziś wyobrazić sobie prawdziwe okupacyjne realia – załóżmy, że dzieje się to dziś, w świecie łatwych, tanich zakupów, samochodów, etatowej pracy, poczucia bezpieczeństwa… W naszym domu czy mieszkaniu nagle, z dnia na dzień, pojawia się małżeństwo z dzieckiem – i z pustymi rękoma. Żeby nie obciążać zbytnio wyobraźni – z naszego kręgu kulturowego, o podobnych zwyczajach żywieniowych, mówiące po polsku. Nic nam nie grozi w związku z ich obecnością – ale nikt nie powinien o tym wiedzieć, to nie żadne reality show, więc i nagród nie będzie. Dajmy im tylko miejsce do spania, coś do jedzenia, dostęp do łazienki, podstawowe środki higieny osobistej, poświęćmy nieco czasu. Dzielmy z nimi swoją przestrzeń, swoje sztućce i ręczniki, książki i pilota do telewizora, krótko mówiąc – weźmy ich na utrzymanie. Nie na pół roku nawet – na dwa tygodnie!

No to jak – są jacyś chętni bohaterowie?