Właściwie to już się z nim pożegnałem… Pierwszy raz odmówił współpracy podczas przejazdu Tour de Pologne przez miasto – chciałem nakręcić kilka minut filmu, ale niezawodny do tej pory XZ-2 wysunął obiektyw, cicho jęknął i skonał. Zginął na posterunku… – pomyślałem i właściwie zastanawiałem się już nad jego następcą. Wróciłem do domu, odpaliłem go jeszcze kilka razy – i ożył! Do czasu…

Wczoraj ruszyliśmy na krótką rowerową przejażdżkę zakończoną małą kumulacją: najpierw poszła guma w tylnej oponie, chwilę potem mój kieszonkowiec ponownie odmówił współpracy, tym razem chyba na dobre. Może to alergia na rowery? Trudno, może już czas na niego. Byliśmy razem tak długo, przez rok właściwie nie dotknąłem lustrzanki, dosłownie codziennie miałem go przy sobie, zdobił dziesiątki tysięcy zdjęć przez… no właśnie – od kiedy ja go mam? Szybki przegląd wpisów na blogu wykazał, że nie minęły jeszcze dwa lata, więc jest szansa na gwarancję! Tylko czy ja mam fakturę? Mam konto na gmailu zawalone w dziewięćdziesięciu procentach, więc faktura się znajdzie… Jest!

Mam nadzieję, że do końca tygodnia uda mi się wysłać Olka do specjalistów – i że wróci w świetnej formie.