Jak to dobrze, że się nie zraziłem do krótkich form po Kociarzu! Wprawdzie zaniepokoiła mnie objętość tego tytułu, bo 160 stron dla Twardocha to zaledwie rozgrzewka, jego książek nie da się czytać w tramwaju, ale zaryzykowałem. Czytaj dalej „Jak nie zostałem poetą”
Marzanna ’82
Wczoraj jeszcze myślałem o zarejestrowaniu prywatnego muzeum, ale dziś… Patrzę na te moje szpargały i widzę, że znalazły już dla siebie miejsce najlepsze z możliwych.
W szufladzie.
Crucis
Ta argentyńska kapela progrockowa nagrała tylko dwa albumy, ale za to jakie! Druga połowa lat 70., ciekawe brzmienia klawiszy, długaśne kompozycje na Los delirios del mariscal, chyba sporo improwizowanych fragmentów, hiszpańskie wokale wcale nie rozpraszają. Czasem tylko nie rozumiem, o co chodziło basiście, ale i tak – chwała Ci, wielki Spotifaju! Czytaj dalej „Crucis”
Do kompletu
Tak coś czułem, że dzisiejsza wyprawa łowiecka się uda – i się udała! Moja kolekcja „wołominaliów” wzbogaciła się o skromniejszą wersję jubileuszowego gadżetu KKS Huragan z 1973 roku. Większy egzemplarz dostałem cztery lata temu w prezencie, ale za ten mniejszy przyszło mi już zapłacić. Nie wahałem się!
To Sahara, to Sahara!
Kolce : kartki humorystyczno-satyryczne.
R. 26, nr 35 (29 sierpnia 1896)
W 1896 roku wesołek z Kolców najwyraźniej jeszcze nie wpadł na chwytliwy temat Żydów w swoich sucharkach, więc próbował „ukręcić bicz z piasku” z widocznym efektem.
Gdzieś indziej
Przeszłość uważam raczej za będącą gdzieś indziej niż będącą kiedyś czy już minioną. Przeszłość wydaje mi się trwać wiecznie na wiecznym spektrum czasu. Niekiedy z tej przeszłości coś nam zostaje, znajduje się jakiś jej strzępek, pozostałość w miejscu zupełnie nieoczekiwanym.
Kociarz
Przenikliwa i perfekcyjnie minimalistyczna. Idealna do książkowych dyskusji przy winie. Magiczny realizm ociera się o pełną fantazję. Najważniejsze amerykańskie wydarzenie literackie roku. Serio…? Straszna bieda w tej Ameryce! Czytaj dalej „Kociarz”
Mr. Dynamite: The Rise of James Brown
Z jednej strony pełen szacun: gość zaczął od absolutnego zera, naprawdę był pucybutem, jako dzieciak mieszkał u ciotki prowadzącej „wesoły domek” i naganiał jej klientów. Tańczył i śpiewał na ulicy za garść drobniaków, wylądował w więzieniu za kradzieże i włamania. Kiedy pojawiła się szansa na śpiewanie w The Gospel Starlighters, chwycił się jej – i już nie puścił. Czytaj dalej „Mr. Dynamite: The Rise of James Brown”

Najnowsze komentarze