Uprawiany niegdyś w Niemczech ciekawy wariant tryktraka, do którego używa się trzech kości. Położenie wyjściowe pionów jest identyczne jak w tryktraku tradycyjnym, identyczne są również zasady i cel gry. Jedyna różnica to dublety – w wypadku pojedynczego dubletu jest on uznawany jedynie wtedy, gdy tworząca go para składa się z wynków wyższych, niż na trzeciej kości. Wyrzucenie trzech jednakowych wyników w jednym rzucie jest traktowane jak wyrzucenie trzech równoległych dubletów, które wykorzystuje się do ruchu aż sześciokrotnie.
Tryktrak rosyjski
Podobnie jak w tryktraku holenderskim, tak i w tym wariancie gry partia rozpoczyna się przy pustej planszy. Piony wprowadza się z bandy według wyników rzutów kości, ale wszystkie wchodzą do gry w domu białych, wszystkie również idą w tym samym kierunku (1-12-XII-I) i z domu czarnych wychodzą na dwór. Pozostałe zasady – jak w tryktraku tradycyjnym.
Tryktrak holenderski
Wariant tryktraka różniący się od wersji tradycyjnej jedynie otwarciem – gra rozpoczyna się przy pustej planszy, piony należy na nią dopiero wprowadzić z bandy według wskazań rzutów kości.
Jacquet
Ten prosty wariant tryktraka był popularny w Wielkiej Brytanii i we Francji w XIX wieku. Zasady ruchu pionów i zwycięstwa w grze nie ulegają zmianie – jedyna różnica to uproszczone ustawienie początkowe pionów: wszystkie białe stoją na I linii w domu czarnych, wszystkie czarne – na 1 linii w domu białych.
Warcaby polskie
Warcaby międzynarodowe, zwane też „polskimi”, „francuskimi” lub „stupolowymi” to wariant tradycyjnej gry rozgrywany na szachownicy 10×10 z użyciem 20 pionów dla każdego gracza. Piony ustawia się w pierwszych czterech rzędach ciemnych pól planszy po przeciwnych jej stronach, pozostawiając dwa rzędy pól wolnych. Czytaj dalej „Warcaby polskie”
Parcheesi
Mam świadomość, że użycie nazwy Parcheesi w wypadku podanych poniżej reguł może być lekkim nadużyciem, ale staroindyjskie Pachisi doczekało się już tylu wariantów, modernizacji i uproszczeń, że podejmuję ryzyko :) – sugerowane tu reguły odbiegają zapewne nieco od tych, które można znaleźć w Sieci. Oryginalnie gra toczyła się na planszy w kształcie krzyża, wykonanego najczęściej z haftowanego materiału. Początkowo do określania długości ruchu używano odpowiednio przygotowanych muszli kauri, potem kościanych sztabek, wreszcie – dwóch tradycyjnych kości. Czytaj dalej „Parcheesi”
Najstarszy zawód świata
Musze to wyznać – mam wielki szacunek i słabość do „najstarszego zawodu świata”. Nie każdy może go uprawiać – i z pewnością nie każdy powinien, dla dobra nas wszystkich. Choć wydaje się atrakcyjny i kuszący, to jednak jest to kawał ciężkiej, ale i misternej roboty, w której z roku na rok trzeba się doskonalić, choć czasem wydaje się monotonna aż do znudzenia. Powiedzmy to sobie otwarcie – nauczyciel to powołanie, a nie zawód. Czytaj dalej „Najstarszy zawód świata”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste siódme
– Nie jest źle, panie Mareczku, nie jest źle! Idą zmiany, może i robota będzie niedługo… Nie, nie – przy odśnieżaniu to sezonowe zajęcie jest, a ja potrzebuję ustabilizować budżet domowy. Ale może będzie robota jakby dla mnie stworzona – uratuję nasz kraj, ojczyznę naszą kochaną! No nie sam, sam to bym mimo wszystko rady nie dał, ale rękę przyłożę! Właściwie to nie rękę… Opowiem od początku – sam pan zrozumiesz. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste siódme”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste szóste
– Zaczęło się! Będzie ciężko, ale damy radę! Trzymajmy się razem, to jakoś przetrwamy, panie Mareczku… Jaki koniec świata, co pan gadasz – to za tydzień dopiero! Na razie to trzeba przetrwać jakoś te wszystkie wymuszone uśmiechy, te zakładowe Wigilie, te wszystkie rymowane życzenia przysyłane esemesami z numerów, których nie masz pan w książce. To trudny czas, panie Mareczku. Czas obłudy! Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste szóste”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte
– Przyhamuj pan, panie Mareczku, z tymi swoimi bombkowymi pomysłami, bo to się źle skończyć może. Ktoś usłyszy, coś niechcąco przekręci, doniesie gdzie trzeba i przyjdą pana pojmać bladym świtem. Zaraz ktoś ideologię dorobi i się okaże, że chciałeś pan zaparkować między miejskim magistratem a starostwem taksówką wypełnioną niebezpiecznymi materiałami – i weź się pan potem tłumacz, że chciałeś pan parę groszy przed świętami dorobić i że to były bombki, a nie bomby. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste czwarte
– Jak ktoś ma pecha, panie Mareczku, to mu w drewnianym kościele cegła na łeb spadnie… Ja tam nigdy szczęścia nie miałem w kartach, a w miłości to sam pan wiesz, tłumaczyć nie trzeba. Od szczeniaka już mnie ten pech prześladował, toteż i przyzwyczajony jestem i się nie żołądkuję z byle powodu. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste czwarte”

Najnowsze komentarze