Ileż to razy biadoliłem, gdy jakieś pamiątki przeszłości lądowały na śmietniku, w piecu albo w fundamentach wykopanych pod nowy garaż? Kilka, kilkanaście? Może kilkadziesiąt? Najpierw były tak cenne, że nie mogłem ich sfotografować czy zeskanować, po roku czy dwóch – nie było po nich śladu. Tym razem, na szczęście, było inaczej. Czytaj dalej „Ślady świetności”
U źródeł legendy
Nierówna walka z choróbskiem trwa – przekonałem się dziś, jakim szczęściem jest smacznie przespana noc. Tak po prostu. W ramach leczenia zapuściłem się więc w archiwa i wiem już, dlaczego Wołomin budzi takie alkoholowe skojarzenia… To wina alkoturystów! Czytaj dalej „U źródeł legendy”
Huraganowo
Choróbsko pod kontrolą – szału wprawdzie nie ma, ale zaczynam nadrabiać rożne zaległości. W południe zorganizowałem sobie przerwę na mecz dziewczyn z Poznaniem i… jakoś nie mam po nim motywacji do dalszej roboty. Czytaj dalej „Huraganowo”
Nie mam czasu – jadę czołgiem!
My tu sobie gadu-gadu, a czołg się sam nie zmaterializuje pod Muzeum. Trzeba szukać, węszyć, kopać! A że ludzie mają różne dziwne hobby, to i kolekcjonerów czołgów się paru znajdzie. Odwiedziliśmy dziś Panzer Farm w Nasielsku i… No cóż – może uda się na jesieni postawić na łące parę sztuk takich sprzętów, uczestników wielkiej bitwy pancernej? Tak na chwilę, nie na stałe. Tylko czy ktoś będzie chciał to oglądać? Czytaj dalej „Nie mam czasu – jadę czołgiem!”
Nakręceni
Film o bitwie pancernej pod Warszawą znalazłem na allegro jakiś czas temu ale uznałem, że forma celuloidowej taśmy 16 mm do mnie jakoś nie przemawia. Cena też nie była szczególnie kusząca – dla mnie, bo dla Krzyśka to była chyba okazja. Tym bardziej, że ma kilka projektorów… Czytaj dalej „Nakręceni”
Jak to z samorządem w Wołominie było
Na dobrą sprawę – nie do końca wiadomo… Okazuje się, że co regionalista, to inne zdanie. Awantury może na spotkaniu w Muzeum Nałkowskich nie było, ale widać wyraźnie – jest jeszcze sporo do odkrycia w historii miasta. Smutne, że w zeszłym roku po cichutku mineło nam kilka okrągłych, samorządowych rocznic. Czytaj dalej „Jak to z samorządem w Wołominie było”
Centrum Informacji Turystyczno Historycznej w Ossowie
Nie wiem, dlaczego dostałem zaproszenie na otwarcie CITH, ale cieszę się, że udało mi się tam być. Szczerze mówiąc – prawie zapomniałem, że to dziś, a potem okazało się, że nie mam jak tam dotrzeć. Ratunek przyszedł z dość nieoczekiwanej strony i dotarłem nieco spóźniony, ale byłem tam – i cieszę się z tego. Do dziś byłem dość sceptycznie nastawiony do utworzenia Samorządowej Instytucji Kultury, ale chyba pomału zmieniam zdanie… Czytaj dalej „Centrum Informacji Turystyczno Historycznej w Ossowie”
Izba – dobry początek
Dawny Wołomin od paru lat pełnił rolę wirtualnego muzeum miasta ale wydaje się, że jego dni są policzone – w Fabryczce przy Orwida powstał zalążek miejskiego muzeum. To tylko przyczółek zdobyty w walce o własne lokum, bo w planach jest siedziba w starej elektrowni przy Daszyńskiego. Zabrali się za to fachowcy: regionalista Jarosław Stryjek i Fundacja „Honor, Ojczyzna”, więc poziom merytoryczny przedsięwzięcia z pewnością będzie wysoki. Czytaj dalej „Izba – dobry początek”
Kwiatek do kożucha
Kaplica przy Kościelnej to jeden z najstarszych murowanych budynków w mieście, w dodatku zachowany w świetnym stanie. Pochodzi z pierwszych lat XX wieku i wprawdzie przeszła kilka drobnych przeróbek, służyła różnym parafialnym celom i od jakiegoś czasu stoi nieużywana, ale warto było zainwestować w nią pieniądze i czas, aby znów cieszyła oko i przypominała, że Wołomin to nie Nowa Huta i kawałek historii ma. Czytaj dalej „Kwiatek do kożucha”
Całkiem miło…
Jakaż to przesyłka mogła na mnie czekać w Urzędzie Miejskim? Nie od Urzędu (to dopiero byłby szok!) ale właśnie przesłana dla mnie na Ogrodową? Otóż kilka publikacji i podziękowania z Muzeum Historii Żydów Polskich. Zapewne po sezonie Muzeum rozesłało takich paczek kilkadziesiąt, ale i tak miło, że ktoś pamięta. Czytaj dalej „Całkiem miło…”
Dno oka
Zdarzają się takie zdjęcia, które bez komentarza nie zwracają niczyjej uwagi. Ba! Zdarzają się całe ściany, wystawy, wernisaże takich zdjęć. Kiedy autorzy zaczynają o nich opowiadać, nagle nabierają kolorów, waloru, blasku – ale tylko przez chwilę, póki stoi przy nich autor. Czytaj dalej „Dno oka”
Do dna!
Nie pamiętam już smaku takich rarytasów z podstawówki… Jeśli etykiety nie kłamią, to na dzisiejszym rynku napoje tego typu długo by się nie utrzymały: cukru tyle, co kot napłakał, brak „witamin z grupy E”, design mocno hipsterski, termin przydatności żałośnie krótki. Może dlatego Wołomin miał kilku producentów takich boskich nektarów? Ciekawe są też nazwiska przedsiębiorców – znane w mieście do dziś. Czytaj dalej „Do dna!”

Najnowsze komentarze