Względnie

Ponoć radzieccy naukowcy złapali kiedyś wieloryba, który od głowy do ogona miał 14 metrów, a od ogona do głowy – 12. Nic w tym dziwnego, nauka radziecka zna takie przypadki: na przykład od poniedziałku do czwartku jest trzy dni, a od czwartku do poniedziałku – cztery. Nie trzeba, jak widać, Alberta Einsteina, żeby skleić jakąś zgrabną teorię względności… Czytaj dalej „Względnie”

Uroczystośś odsłonięcia w Wołominie tablicy poświęconej Sprawiedliwym wśród Narodów Świata upamiętniała nielicznych – tych, którym się udało, którzy przeżyli i o których dano świadectwo. Ci, którym się nie udało pozostają niepoliczalni i najczęściej bezimienni. Znamy tylko cenę, którą zapłacili za swój wybór, za podjęcie ryzyka – za bycie człowiekiem. Czytaj dalej

Bioboty

Słowo „robot” nieprzypadkowo brzmi swojsko – po raz pierwszy użył go czeski pisarz Karel Čapek jeszcze przed drugą Wojną Światową i dlatego intuicyjnie kojarzymy je z „robotą”, czyli ciężką, fizyczną harówą nie wymagającą specjalnie angażowania umysłu. Już w 1942 słowa „robotyka” użył w swoim Isaac Asimov, ale do powstania pierwszych prawdziwych robotów musiało minąć jeszcze nieco czasu… Czytaj dalej „Bioboty”

Na wieczną pamiątkę

Znów wpadły mi w ręce zdjęcia, z których patrzą na mnie z nadzieją wołominiacy sprzed blisko wieku. Najczęściej specjalnie upozowani, uczesani, przejęci wydarzeniem, jakim było wspólne zdjęcie z rodziną, nauczycielem, duchownym. Czy myśleli wtedy o tym, że ktoś w XXI wieku będzie z uwagą studiował ich twarze, elementy ubioru czy tło, aby pokusić się o przybliżone przynajmniej określenie czasu, miejsca i bohaterów wydarzeń? Czy byli świadomi tego, że ich czasy, ich „teraz” będzie po latach zagadką, naszym „kiedyś” czy może wręcz „onegdaj”? Raczej nie… Myśleli raczej o tym, że za kilka dni dostaną do ręki odbitki, na których napiszą sobie” „na wieczną pamiątkę…”. Ich już nie ma, ale zdjęcia pozostały. Czytaj dalej „Na wieczną pamiątkę”

Jest praca!

Dziś są na to zapewne jakieś groźne paragrafy, ale w latach osiemdziesiątcych zdarzało się, że w podstawówce zaganiano nas do roboty w ramach wuefu czy innych Zajęć Praktyczno-Technicznych. Jako psotne szczeniaki broiliśmy wtedy czasem na potęgę – pewnej zimy przymuszeni do posypywania piaskiem oblodzonego chodnika przed szkołą wypisaliśmy na nim wielkimi literami hasło: „Robota to głupota”. Przechodnie niczego nie zauważyli, ale z wyżyn drugiego piętra szkoły przyuważyła nas polonistka… W ramach kary (?) musieliśmy wysmarować rozprawkę, w której mieliśmy dowieść słuszności tego hasła – dziękuję, pani Elżbieto, za tę lekcję wyrozumiałości i poczucia humoru! Broniłem się w moim tekście jak lew i sto tygrysów tłumacząc, że „robota” to żmudna i ciężka praca nie dająca satysfakcji. Do dziś w to wierzę i „roboty” unikam. Czytaj dalej „Jest praca!”

Jestem homofobem?

Świat wokół nas jest coraz bardziej czarno-biały: albo jesteś za, albo przeciw. Kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam. Nie ma żadnych faz pośrednich, nie ma dyskusji. Albo PO, albo PiS. Legia albo Polonia. Homo albo… homofob. Zwłaszcza to ostatnie sprawia mi spory kłopot, choć… może to ja sprawiam kłopot innym? Czytaj dalej „Jestem homofobem?”

Miasto bez twarzy

Kiedy byłem w wieku, w którym moim największym problemem była klasówka z chemii, o Radzyminie mówiliśmy z przekąsem „miasto seksu i biznesu”. Wtedy to było śmieszne – każdy, kto pamięta to miasto z przełomu lat 80. i 90. wie, o czym mówię. Dziś to wcale nie jest śmieszne… Czytaj dalej „Miasto bez twarzy”

Inne kobiety

Drobna blondyneczka mości się na kolanach ogolonego „na zero” młodzieńca – widać parkowa ławka nie nagrzała się jeszcze wystarczająco, żeby przysiąść na niej w skąpej miniówce. Za wcześnie na wagary, moi drodzy, wyszliście przed orkiestrę… Nagle ona pyta, kontynuując widać przerwany wątek: – …i nawet Mariola ci się nie podoba? Czytaj dalej „Inne kobiety”

Mój „Drwal”

Filmy animowane kojarzą nam się głównie z bajkami dla dzieci – ani telewizja publiczna, ani stacje komercyjne nie rozpieszczają nas raczej ambitnymi produkcjami wykonanymi w tej technice. Jest ich jednak sporo – można wręcz powiedzieć, że nie trzeba ich specjalnie szukać. Nawet ich twórców mamy na wyciągnięcie ręki… Czytaj dalej „Mój „Drwal””

Najstarszy zawód świata

Musze to wyznać – mam wielki szacunek i słabość do „najstarszego zawodu świata”. Nie każdy może go uprawiać – i z pewnością nie każdy powinien, dla dobra nas wszystkich. Choć wydaje się atrakcyjny i kuszący, to jednak jest to kawał ciężkiej, ale i misternej roboty, w której z roku na rok trzeba się doskonalić, choć czasem wydaje się monotonna aż do znudzenia. Powiedzmy to sobie otwarcie – nauczyciel to powołanie, a nie zawód. Czytaj dalej „Najstarszy zawód świata”

Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte

– Przyhamuj pan, panie Mareczku, z tymi swoimi bombkowymi pomysłami, bo to się źle skończyć może. Ktoś usłyszy, coś niechcąco przekręci, doniesie gdzie trzeba i przyjdą pana pojmać bladym świtem. Zaraz ktoś ideologię dorobi i się okaże, że chciałeś pan zaparkować między miejskim magistratem a starostwem taksówką wypełnioną niebezpiecznymi materiałami – i weź się pan potem tłumacz, że chciałeś pan parę groszy przed świętami dorobić i że to były bombki, a nie bomby. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste piąte”

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑