Wyszalnia

Pomysłowość ludzka w materii czynienia innym krzywdy jest doprawdy nieograniczona, zaś w wykorzystywaniu przedmiotów niezgodnie z ich przeznaczeniem, lecz zawsze ze szkodą dla innych lub siebie nasza kreatywność niezmiennie zadziwia. Struna fortepianowa na przykład bywała z powodzeniem używana jako garota, czyli proste i skuteczne narzędzie do duszenia ofiar. To dość smutne, bo samego fortepianu nikt przecież nie wymyślał w morderczych celach.

Niezauważalnie dla samego siebie zaczynam się wycofywać z najróżniejszych grup na portalach społecznościowych. O samych tylko wołomińskich sprawach na facebooku mówi się w kilku grupach o różnych zasadach i różnym stopniu sprecyzowania lokalnych tematów. Wszystkie powstały w jednym, szczytnym celu: żeby nam było lepiej. Żeby można było obgadać w szerszym gronie różne ważne, lokalne problemy. Żeby sobie w ich rozwiązywaniu pomóc, podzielić się zadaniami, doświadczeniami, kontaktami. Żeby wreszcie uniknąć problemów, pułapek, złych ludzi i kiepskich rozwiązań. Doradców oczywiście nie brakuje, jak zwykle. Już Aleksander Fredro napisał o tym bajkę. Krótką, rymowaną – ma tytuł „Trzeba by”. Polecam.

Twórcy i opiekunowie tych grup z pewnością chcieli jak najlepiej, jednak często „wyszło jak zwykle”. To oczywiście nie ich wina, ale uczestników, którzy większość dyskusji sprowadzają do narzekań na radnych i burmistrza, złorzeczenia na podatki i opieszałość strażników miejskich, wyśmiewania budowniczych pomników i organizatorów miejskich festynów. Przy okazji zawsze ktoś się obrazi, bo w ten czy inny sposób jest wyśmiewanymi czy opluwanymi działaniami lub osobami związany, wywiązuje się mała pyskóweczka, pojawiają się osobiste wycieczki – generalnie: sporo się dzieje, przestaję nadążać.

Od kilku tygodni aplikuję sobie w małych dawkach wydaną drukiem korespondencję z lat sześćdziesiątych między Sławomirem Mrożkiem a Stanisławem Lemem. Błyskotliwe poczucie humoru obydwu panów i ich barwny język budzą zachwyt do dziś, a warto zestawić ich z szarzyzną peerelu, na tle której przyszło im żyć. Zaczynam też doceniać niektóre ich pomysły – zwłaszcza Lem między wierszami swoich powieści przemycał prawdziwe perełki. Bodaj w „Dziennikach gwiazdowych” mieszkańcy jednej z planet odwiedzonych przez Ijona Tichego powszechnie używają „wyszalni” – małego, wytłumionego pomieszczenia wyłożonego materacami i korkiem, w którym mogą swobodnie dać upust swoim negatywnym emocjom, po czym wrócić do przerwanej dyskusji.

Co najważniejsze – bez szkody dla fortepianów.

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s