Ultra Montana

Nie mam pojęcia, skąd na mojej półce wzięła się ta książka. Prawdopodobnie trafiłem ją na jakimś kiermaszu i była po prostu tania i dość gruba. Kupiłem zwyczajnie z ciekawości, bo jej autor, Witold Horwath, absolutnie z niczym mi się nie kojarzył. Okazało się, że rację ma stare przysłowie – ciekawość to pierwszy stopień do piekła…

O ile początkowo zaintrygował mnie pomysł na tło całej historii, to szybko „łuski opadli mnie z oczów” – to jest po prostu gniot. Pan autor wprawdzie dość sprawnie pisze po polsku, ale wszystko tu jest przerysowane, naiwne i rażąco sztuczne – zwłaszcza relacje między bohaterami. Ciśnienie skakało mi podczas tej lektury regularnie – szkoda, że jedynie przez irytujący zwyczaj używania polskich imion bohaterów. Irytujące zwłaszcza przy zdrobnieniach. Kraina rodem z westernów i brazylijskich seriali, a może z powieści Faulknera i Cortázara – reklamuje wydawca i ma rację – szkoda tylko, że jedynie w punkcie dotyczącym brazylijskich seriali. Cortázar na szczęście nie żyje, bo miałby pewną wygraną w sądzie za zniesławienie jego dobrego imienia.

Ponoć Horwath jest też współautorem scenariuszy filmowych, między innymi Ekstradycji. To wiele wyjaśnia, jeśli chodzi o poziom polskiego kina.

Autor jest jednak twardy:

„Problem polega na tym, że masa obecnie pisanych książek rozmija się z czytelnikiem. Staram się tego rozminięcia uniknąć. Jestem zawodowym literatem, piszę dla czytelnika i nie mogę go sobie lekceważyć, bawiąc się w eksperymenty formalne.”

Szkoda, panie Witku. Ze mną to całkiem to panu nie wyszło – zmarnowałem pierwszy tydzień urlopu.

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑