Ta historia mogła być moją ulubioną – właściwie wszystko się w niej zgadza, nawet wciśnięcie elfów z ich magią w naszą rzeczywistość. Czterowątkowo prowadzona opowieść ma swoją dynamikę, każdy z wątków zapewne mógłby się doskonale bronić jako oddzielna powieść.

Mroczna rzeczywistość Gehenny, czyli terenów Europy i Ameryki opanowanych przez Barlogów paraliżuje. Wśród ludzi hodowanych jak bydło, katowanych psychicznie i fizycznie zdarzają się jednak jednostki odporne na telepatyczne sterowanie, a nawet zdolne do sprzeciwienia się Władcom – jak młodziutki Karl, którego o jego zdolnościach informuje inny wybraniec, Henri.

Znakomity potencjał fabularny daje wątek zapomnianej i odciętej od Ziemi kolonii na Marsie, rozdartej pomiędzy wiernością ojczystej planecie a troską o własne przetrwanie. Niewielka społeczność zajmuje się głównie recyklingiem zepsutych urządzeń, odzyskiwaniem materii biologicznej i wytwarzaniem żywności, ale ostatni rozkaz z Ziemi nakazuje im budowanie run, które wesprą walkę z najeźdźcami z innego wymiaru. Urodzeni na Marsie koloniści podnoszą bunt.

Na Zachodnich Kresach Kajetan, królewski geograf-zwiadowca wspierany magią bada Zonę, pogranicze z Marchią, i szuka dróg do innych Planów. Jego przybrany ojciec, Robert, w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa pewnego matematyka. Pod koniec pierwszego tomu wszystko wskazuje na to, że losy tych bohaterów splotą się w dalszej części historii, ale… ja już chyba tego nie przeczytam.

Być może nastawiłem się niepotrzebnie na wielką, literacką ucztę i przeżyłem małe rozczarowanie. Może troszkę drażni mnie język autora – zwłaszcza w wątku Roberta i w opisach jego relacji z kobietami. Na pewno krew mnie zalewa od wątków religijnych, dwustumetrowego pomnika Piłsudskiego wiszącego nad Warszawą i całego tego religijnego tła, dzięki któremu tylko Polska stawia opór Barlogom. No i jeszcze elf – król Polski… Nie ogarniam.

No bo skoro najeźdźcy karmią się negatywnymi emocjami, strachem i nienawiścią, to w Polsce powinni mieć raczej przyczółek nie do zdobycia.