Od biedy można chyba spróbować pyknąć partyjkę na zwykłej szachownicy – wprawdzie hasami shōgi wymaga planszy 9×9, ale przecież można stawiać piony na skrzyżowaniach linii, jak w Go. Nawet tak będzie lepiej – w końcu to tradycyjna gra z Kraju Kwitnącej Wiśni… Dzięki wsparciu mojego domowego tłumacza z japońskiego dowiedziałem się, że wprawdzie hasami znaczy „nożyczki”, a shogi translator google tłumaczy jako „tworzenie ubrań”, ale już hasamu oznacza coś jak „szczypać”, „być wewnątrz” „pomiędzy”, a shogi to słowo opisujące chyba generalnie gry planszowe, bo występuje w nazwach kilkunastu wariantów tradycyjnych i współczesnych japońskich gier.

Każdy z graczy dysponuje osiemnastoma pionami, ustawionymi w pierwszym i drugim rzędzie po swojej stronie planszy. Piony poruszają się jak europejska wieża szachowa – w rzędach i kolumnach, na dowolną odległość, nie przeskakując pionów własnych ani przeciwnika. Bicie odbywa się przez pojmanie, jak w Tablut, wolno bić jednocześnie całe rzędy wrogich pionów – ale tylko wtedy, gdy między bitymi pionami nie ma wolnych pól. Możliwe jest też jednoczesne bicie w kilku kierunkach, ale tylko w rzędach i kolumnach. Bicie występuje jedynie w wyniku ruchu ofensywnego, graczowi wolno wchodzić swoim pionem pomiędzy pionki przeciwnika.

Oczywiście ruchy wykonywane są na zmianę, zwycięża gracz, któremu uda się zbić wszystkie piony przeciwnika. Proste? Pozory…