Broń palna zawsze budziła moją odrazę i choć miałem okazję strzelać z każdego chyba typu pukawki, to… nigdy nawet nie miałem w ręku ostrej broni. Nie znam powodu tej mojej niechęci. Niby to precyzyjne mechanizmy, jak zegarki, ale chyba samo ich przeznaczenie budzi we mnie bunt. Noże to co innego…

Nożem można chleb ukroić, sznurek przeciąć, patyk zaostrzyć. Można sobie czubkiem paznokcie wyczyścić po pracowitym dniu, imię ukochanej w korze wyryć. W pikuty zagrać. A w razie potrzeby, w ostateczności niejako – można go i komuś pod żebro zasadzić, nie przeczę. Ale nóż to przede wszystkim proste narzędzie: ostrze z rękojeścią. Im rękojeść wygodniejsza, a klinga ostrzejsza, tym narzędzie lepsze. A przy okazji noże mogą być po prostu ładne.

Multitoolom to się chyba nie zdarza, to mutanty.

Skorzystałem ze znajomości i pożyczyłem sobie kilka reklamacyjnych egzemplarzy z goods.pl – dzięki temu wiem, że fotografia produktowa to mozolna robota, do której chyba nie mam serca.