Car Alesander zawsze uważał, że drugim w kolejności najlepszym zajęciem w życiu, po byciu carem Rosji, jest bycie angielskim wiejskim dżentelmenem.

Skoro już i tak włóczę się po ścieżkach Grabicza i nurkuję w haszczach z aparatem polując na różne mikropotwory, to postanowiłem zadbać nieco o podbudowę teoretyczną. W pierwszej chwili miałem ochotę na audiobooka, bo uwielbiam głos Krystyny Czubówny, ale w końcu zdecydowałem się na ebooka. Trochę żałuję…

John Lewis-Stempel mieszka w Herefordshire, na pograniczu Anglii i Walii, jest pisarzem i… rolnikiem, ma na koncie kilka poczytnych i nagradzanych książek przyrodniczych i historycznych. Jak na wyspiarza przystało, rolnictwem para się, bo taka jest rodzinna tradycja od (bagatela!) ośmiuset lat i nie widzi powodu, żeby coś w tej materii zmieniać. Pisać nie lubi, ale jakoś udało mu się stworzyć kilkanaście tytułów. Twierdzi, że w wypadku książek przyrodniczych po prostu spisuje swoje codzienne notatki z życia farmera… Zazdroszczę!

John nie fascynuje się przyrodą – on po prostu jest jej częścią, bo uprawa ziemii i hodowla zwierząt zajmuje mu, jak twierdzi, jakieś 80-90 godzin tygodniowo. Ma sporą wiedzę o historii i literaturze, jest spostrzegawczy i cierpliwy, potrafi też zaintrygować czytelnika swoimi obserwacjami. Wciąż zastanawiam się, dlaczego nie potrafię nazwać ptaków, które codziennie widzę przez okno czy na spacerze? O rozpoznawaniu ich głosów nawet nie marzę… Czy jakiś zbłąkany zając, kilka saren czy dzików i raz widziany łoś to wszystkie zwierzęta, jekie kręcą się w mojej okolicy? Może zamiast nabijać kilometry, warto przystanąć gdzieś w ciszy i spróbować obserwacji?

Jemu się to udaje: Prywatne życie łąki jest podzielone na dwanaście rozdziałów-miesięcy, w czasie których poznajemy farmę Johna i jej najbliższe otoczenie, jego zwierzęta i pracę. Patrzymy jego oczyma na zmieniającą się wraz z z upływem czasu przyrodę, odkrywamy jej małe tajemnice i powiązania. To wszystko wydaje się takie proste i logiczne, że aż wstyd tego nie wiedzieć! Wprawdzie moje rodzina nie jest związana z pracą na roli od kilkuset lat, więc nie mam tego „w genach” jak John Lewis-Stempel, ale za to ja mam internet – i nie zawaham się go użyć! Od dziś zaczynam systematyzować swoją przyrodniczą wiedzę.

No dobra – od jutra.