– Pan to tych tabloidów to już lepiej nie czytaj, panie Mareczku – a w każdym razie nie tak publicznie. Bo co? Bo wstyd! Toż w kulturalnej stolicy powiatu mieszkamy, a to zobowiązuje. Pan, przy stacji czatując na przyjezdnych, zwłaszcza powinieneś przykład dawać. Kup se pan coś bez obrazków przynajmniej, bo stracimy renomę! Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste drugie”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste pierwsze
– Zamknąłeś pan dach, panie Mareczku? Się pan tak nie fochaj, z troski pytam – gablotę masz pan jak ta lala, szkoda by było na akwarium przerobić… Na burzę się ewidentnie zbiera, więc gospodynie okna zamykają, pranie ściągają ze sznurków – normalna rzecz, wydawałoby się. Widać w PZPN nie dobry gospodarz, tylko gospodyni potrzebna jest, żeby o sprawach przyziemnych myśleć i pamiętać. Nie rób więc pan takiej miny obrażonej, tylko zatrzaśnij szyberdach w taksóweczce, bierz kanapki i termos i chodź pan na ławeczkę. Pogadamy… Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste pierwsze”
Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste
– No to się zaczęło, panie Mareczku! A tak właściwie to się skończyło… Sam nie wiem – cieszyć się czy płakać? Moja Hela w dwudziesty pierwszy wiek się przeniosła, internetu na własne oczy doświadczając – i to początek końca był. Jak przyszła z rumieńcami do domu i zaczęła o tych komputerowych cudach opowiadać, to pomyślałem, że po prostu obejrzała zaległy odcinek swojego serialu ukochanego, co to go ostatnio przegapiła, jak ze starą Kacperczakową narzekały na schodach na swój garbaty los. Ale jest gorzej. Znacznie gorzej… Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czterdzieste”
Okiem Mariana – spojrzenie trzydzieste trzecie
Szkoda gadać, panie Mareczku, szkoda gadać… Wakacje już na finiszu, a ja chciałem rzutem na taśmę kanikuły użyć… Plany miałem, jak nie przymierzając, Polski Komitet Olimpijski! Mieliśmy w zeszłym tygodniu z panem Czesławem pojechać na Zlot Twardzieli, ale sam pan wiesz, jak jest – Hela mnie nie puściła… A pan Czesio sam się bał. Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie trzydzieste trzecie”
Okiem Mariana: Spojrzenie trzydzieste pierwsze
– Niby, panie Mareczku, sielanka: kanikuła się zaczęła, pogoda jest aż za dobra, a ludziom żyje się lepiej, ale… coś się szykuje! Na początku nie chwyciłem, o co chodzi, ale zaczyna mi się przejaśniać… Pan to jak zwykle lepiej wiesz, co się w sejmie dzieje, niż we własnym rodzonym magistracie. Wstyd! Czytaj dalej „Okiem Mariana: Spojrzenie trzydzieste pierwsze”
Okiem Mariana – spojrzenie dwudzieste dziewiąte
Panie, wiesz pan, ile wołomińskich firm straciło na autostradach?! Dziesiątki, a może i setki! Wystarczy, że zapłacili za wjazd, na tej bramce znaczy się – i już stracili! To tak, jak moja Hela straciła na wadze: kupiła taką łazienkową za 70 złociszy, wlazła na nią, krzyknęła, przeżegnała się – i sprzedała sąsiadce za cztery dychy. Można powiedzieć, że błyskawicznie straciła na wadze! Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie dwudzieste dziewiąte”
Okiem Mariana – spojrzenie dwudzieste ósme
– Widziałeś pan, panie Mareczku, małego Kasperczaka? Jakiś taki ciężko przestraszony pod ścianami przemykał ostatnio, że aż mi go szkoda było. Myślałem, że może go znowu starszy brat z kieszonkowego ograbił, bo mu na fajki brakło, ale… gorzej jest. Całkiem zapomniałem, że wakacje za pasem! Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie dwudzieste ósme”
Okiem Mariana – spojrzenie czternaste
– No i o co te płacze? Słyszałeś pan coś, panie Mareczku, ze derektorów we Wołominie pozwalniali? To chyba do przewidzenia było – od wyborów już strach blady padł na różnych kierowników, że odnowa w szeregach nadejdzie. No i nadejszła… Dziadunio mój, nieboszczyk, wspominał jedną złotą myśl z Ameryki: niejaki Ford, ten od samochodów, jakieś sto lat temu zażartował sobie, że możesz pan mieć jego furę w każdym kolorze – pod warunkiem, że to będzie kolor czarny. Twardy suchar, jak to młodzież mówi teraz. Żarcik znaczy się słaby jest, ale się sprawdza dziś na naszym gruncie – każdy może być dyrektorem, pod warunkiem, że należy do… sam pan wiesz i rozumiesz. Może więc warto się zaPiSać? Ciekawe, czy jak konkurs ogłoszą na te stołki to wyraźnie to zaznaczą, czy tylko zasugerują? Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie czternaste”
Okiem Mariana: Spojrzenie dziesiąte
– Armagiedon, panie Mareczku! Apokalypsa! Kup pan konserw na zapas, ciężkie czasy idą! Nic pan nie wiesz? Panie, do fryzjera idź pan, to wszystko jasne się stanie! Swoją drogą – ogolić to byś się pan mógł… Czytaj dalej „Okiem Mariana: Spojrzenie dziesiąte”
Okiem Mariana – spojrzenie dziewiąte
– A pan tutaj, panie Mareczku, na klientów się czaisz? We Wołominie na chleb pan nie zarobisz, bieda idzie… Mówią nawet, że ten nasz poseł z bilbordów to wróci do PiSowskiej tradycji dawania zupy. Biuro otworzył w centrum, codzienie czynne, i na mieszkańców oczekuje – mrozów póki co nie ma, to i pustki u niego, ale z czasem pewnie zaczną przychodzić się ogrzewać ludziska… W Radzyminie się pan zaczaj, może się panu wojewoda na podwózkę trafi, co to go do Dybowa zawezwali na interwencję. Taki klient to i napiwku pewnie nie poskąpi… Tylko się pan nie daj tam opodatkować! Radzyminiaki do kanalizacji dojrzeli wreszcie, a że skarbiec pusty, to z nauczycielskich pensji zdarli, żeby na rurę było. Kto wie, kogo następnego z wypłaty złupią? Może do obowiązkowych czynów społecznych powrócą? Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie dziewiąte”
Okiem Mariana: Spojrzenie siódme
– Odpalaj pan taksóweczkę, panie Mareczku. Pojedziemy. Co się dziwisz pan? W pociągach niebezpiecznie jest, tak słyszałem, a poza tym – do Radzymina i tak nie dojadę. Na początku to mnie zmylili trochę – coś tam ludzie gadali, że niebezpieczny pociąg jest, to mi się przypomniała jedna afera z moją Helą…
Ubzdurała sobie, że mam taki pociąg właśnie do takiej jednej Marioli z parteru, i awanturę zrobiła na całą kamienicę… Fakt, nogi Mariola miała do samej ziemi, ale dlaczego ja przez to Wielkanoc w szpitalu spędziłem ze wstrząśnieniem mózgu? Hela rękę ma ciężką, a i patelnię sporą… Czytaj dalej „Okiem Mariana: Spojrzenie siódme”
Okiem Mariana – spojrzenie piąte
Coś pan taki zdziwiony, panie Mareczku? Aliganckiego człowieka żeś pan nie widział? Fakt, garniaczek nie pierwszej młodości i troszkę się na mnie nie dopina, ale jakby mnie było stać na nowy, to bym o robotę nie zabiegał… A co? Trzeba się w końcu do jakiejś pracy wziąć, a tu dla mnie fucha jak znalazł, urzędowa, we Wołominie. Sam pan mówiłeś, że w magistracie na pensje nie żałują, to czemu nie spróbować? Konkurs jest, wymaganiom raczej odpowiadam, choć się początkowo opierałem – „urbanistyka” to się mnie jakoś nie za dobrze kojarzy. Stanowisko? A nie pamiętam – pełnomocnik czy coś… A, nie – pomocnik. Do kopertowania i takich tam… Czytaj dalej „Okiem Mariana – spojrzenie piąte”

Najnowsze komentarze