– Pan to tych tabloidów to już lepiej nie czytaj, panie Mareczku – a w każdym razie nie tak publicznie. Bo co? Bo wstyd! Toż w kulturalnej stolicy powiatu mieszkamy, a to zobowiązuje. Pan, przy stacji czatując na przyjezdnych, zwłaszcza powinieneś przykład dawać. Kup se pan coś bez obrazków przynajmniej, bo stracimy renomę!

Nie wiadomo kiedy nawet to się tak porobiło. Jeszcze niedawno jak ktoś w mieście o Żydach wspomniał, to na niego patrzyli jak na zapowietrzonego – a tu nagle w Domu Kultury wystawka, jakaś prezentacja, śpiewy i tańce, kawa i ciasteczka. Że to niby nasi sąsiedzi zapomniani, że co tam u nich słychać i jak to przed wojną było. Nawet jakiś wiekowy dziennikarz z Izraela specjalnie na tę okazję do nas przyjechał! Coś się szykuje, panie Mareczku, mówię panu… Nie wiem jeszcze co, ale trzeba być czujnym – może niedługo do bratnich miast dołączy Tel Aviv?

Mało tego – zaraz następnego dnia tam się młodych nazłaziło, bo jakiś festiwal rockowy się odbywał ponoć, przedtem to i Staszek Sojka koncertował, zaraz w kinie jakieś granie będzie znowu… Nie, ja to nie byłem – muzyki mam dość na co dzień, kiszki mi od rana marsza grają od wiosny, bo roboty nie ma i się nie zanosi, żeby miała być. Znaczy – robota będzie zaraz, tyle że nie dla mnie jakby. Nic pan nie wiesz? Nie powinno mnie to dziwić w sumie, pan to nigdy nic nie wiesz!

Plan jest chytry, żeby ustanowić takiego oberdyrektora od kultury, dyrektora wszystkich dyrektorów, co będzie miał te wszystkie domy kultury, biblioteki i muzea pod sobą i twardą ręką trzymał. Chętny się pewnie znajdzie, bo teraz się wszyscy garną do zaszczytów – ponoć to potem świetnie w CV wygląda. A jak się nie znajdzie, to się wytypuje ochotnika – „kto nie jest z nami, ten…”. Coś mi się tylko wydaje, że to taka fucha jak w radzieckiej Rosji „dyrektor odpowiedzialny” w różnych tam zakładach pracy czy fabrykach. Jak było dobrze, to brał kasę za podpisywanie dokumentów wszelkich. A jak było źle – no to mu przypominali, że jest odpowiedzialny i szedł siedzieć. Proste?

Gdzie te etaty, pytasz pan? Taki oberdyrektor to przecież potrzebuje jakiejś świty, nie? Ktoś mu tam musi biuro prowadzić, notatnik za nim nosić i takie tam. No i jeszcze mówi się, że działalność peryferyjna będzie – w Ossowie. Dobra fucha, nikomu nie po drodze, to i głowy zawracać nie będą. Jak to – jaka działalność? No promocyjna, historyczna, kulturalna! Siedemnasta bitwa w dziejach Europy, panie, to nie przelewki! Dyrektor, archiwista-promotor, przewodnik wycieczek ze znajomością języków, księgowa… I już bezrobocie spada!

Szkoda, że pewnie znowu w Warszawie…