– No to się zaczęło, panie Mareczku! A tak właściwie to się skończyło… Sam nie wiem – cieszyć się czy płakać? Moja Hela w dwudziesty pierwszy wiek się przeniosła, internetu na własne oczy doświadczając – i to początek końca był. Jak przyszła z rumieńcami do domu i zaczęła o tych komputerowych cudach opowiadać, to pomyślałem, że po prostu obejrzała zaległy odcinek swojego serialu ukochanego, co to go ostatnio przegapiła, jak ze starą Kacperczakową narzekały na schodach na swój garbaty los. Ale jest gorzej. Znacznie gorzej…

Hela zawsze była praktyczna, co mnie akurat życie często ułatwia, zwłaszcza jak trzeba jej prezent kupić jakiś. Tarką do ziemniaków urodzin opędzić się nie da wprawdzie, ale jakiś fartuch czy rękawice kuchenne w zupełności wystarczają. No i pięknie – ale dlaczego pierwsze co jej do głowy przyszło w tym internecie zakichanym, to roboty mi szukać?! Naczytała się o tych inwestycjach w okolicy i od razu skojarzyła, że pewnie będą ludzi szukać. No i dobra – ale gdzie tam ja do kopania tunelu w Ząbkach? Zawali się jak stołeczne metro i oczywiście będzie na mnie, jak zwykle. Jak się na Warszawskiej kamienice paliły to też na mnie krzywo patrzyli, bo się komuś przypomniało, że tydzień wcześniej zapalniczkę w kiosku kupowałem, choć przecież już nie palę… Panie, jak się ci ludzie na mnie patrzyli! Żadnych tuneli – ja nie jestem przecież górnikiem!

W Kobyłce znowuż będą las rżnąć, ten przy szosie warszawskiej. Drewna by się nieco na opał przydało, nie powiem – ale czy ja mam posturę drwala? A tam trzeba półtorej hektara wyciąć w pień, a może i więcej, bo coś burmistrz bąka, że mało będzie tej wycinki – trzeba tam jeszcze oprócz deweloperskich czworaków bibliotekę i przychodnię wcisnąć. Ja ręce mam delikatne, mnie się zaraz odciski od siekiery zrobią. Nie da rady.

W sumie to tylko we Wołominie bym może mógł… Tu, wyłóż pan sobie, park planują urządzić. Zieleń, ławeczki, cichy szum drogi 634 i żadnych czołgów w polu widzenia. Robota jak dla mnie! Zdrowo, na świeżym powietrzu, towarzystwo inteligentne – muzeum przecież blisko, choć pod górkę nieco. Jak ma być w zgodzie z historyczną prawdą, to i warzywniaczek można by jakiś zmontować… A może i rybka w stawie by się jakaś zalęgła? Pełnia szczęścia… Tam się na ogrodnika mogę pisać – znam się na tym, pelargonie rosną mi jak wściekłe!

Tylko tak sobie myślę, że ja już takie inwestycje nie raz widziałem… Muzeum w Ossowie na ten przykład, czy centrum handlowe na Stolarce.

Ja tej roboty nie dostanę, ale może moje dzieci…