Matteo Perlini ma na koncie kilka gier, którym zamierzam się wkrótce bliżej przyjrzeć – Ecalper zwróciła moją uwagę dość ciekawym pomysłem i skalowalnością rozmiarów planszy. Wprawdzie prowadzenie rozgrywki może sprawić pewną trudność, ale dość łatwo sobie z nią poradzić. Czytaj dalej „Ecalper”
TpF
Ciągle bazgrzę jakieś literki na kartkach z odzysku, próbnych wydrukach, w zeszytach. Do niczego nikomu nie są potrzebne, ale mnie relaksują… Czasem jednak ubzdura mi się, że zmontuję coś na kształt logo komuś, kto go wcale nie potrzebuje – ostatnio padło na Teatr przy Fabryczce. Czytaj dalej „TpF”
Dwadzieścia lat Stolbudu
Tak, wiem – nie powinienem tego nikomu pokazywać… To paskudztwo. Fioletowa skorupa wykonana w Pruszkowie, z tandetnym tampondrukiem, stara jak ja. Prawdę mówiąc pewnie nie powinienem jej nawet kupować, ale to silniejsze ode mnie. Dołączy do nieco młodszych, ale bardziej unikatowych pamiątek po wołomińskiej Stolarce i będzie czekać na powstanie muzeum regionalnego. Kto wie, może kiedyś powstanie?
Nadziany złodziej
Nowy Kurier Warszawski
1941, nr 221 (18 września)
Wiadomo – było ciężko, była wojna… Trzeba było sobie radzić, więc skoro radził sobie Grzelakowski, to i Majsterek musiał dać radę. Oręż wybrał zaiste okrutny: „chamski floret” to, jak wiadomo, „jedno pchnięcie – cztery dziury”, a tu parę sztychów weszło, więc złodziejaszek musiał być po tej epickiej scenie nieco ażurowy…
Drewniak na Stulecia
Najbardziej chyba rozpoznawalny drewniak w mieście to ten przy stacji Słoneczna, na górce, ale jeszcze całkiem niedawno było w okolicy kilka innych konstrukcji, których styl czasem nazywało się (błędnie) „barokiem syberyjskim”, choć bliżej im chyba do „świdermajera”. Dziś emerytowany drwal na palcach jednej ręki policzy takie drewniane, bogato zdobione budynki w Wołominie. Ten z obrazków już nie istnieje – stał kiedyś w Zagościńcu przy ulicy Stulecia i wtedy, pewnie w 2000 roku, trzymał się jeszcze całkiem nieźle. Czytaj dalej „Drewniak na Stulecia”
Powszedni
Jeśli przyjrzeć się z bardzo bliska, to wszystko zaczyna wydawać się dziwne. Niepokojące. Może nawet trochę groźne…?
Nawet chleb. Czytaj dalej „Powszedni”
Joe Cocker: Mad Dog with Soul
Rzadko tak emocjonalnie podchodzę do filmów dokumentalnych, ale w tym wypadku jakieś zupełnie niewytłumaczalne wzruszenia dopadały mnie co chwilę… Nie mam pojęcia, co mnie tak poruszyło – może po prostu autentyczność Cockera? Czytaj dalej „Joe Cocker: Mad Dog with Soul”
True Detective (I)
Teraz już wiem, po co wymyślono seriale… W kinowym formacie nie da się upchnąć tylu informacji, zdarzeń, sugestii i smaczków, które zbudują w wyobraźni widza sylwetkę bohatera, a co dopiero dwóch, i to skrajnie różnych – takich jak Rust Cohle i Martin Hart. Czytaj dalej „True Detective (I)”

Najnowsze komentarze