Respect

Biografie muzyków i historie zespołów to czytelnicza loteria – chyba, że na okładce wydawca nasmarował nieopatrznie zdanie typu „jedyna autoryzowana biografia!”. Wtedy wiadomo od razu – nie kupować. Wszystko będzie wygładzone, wycacane, pełne „od razu wiedziałem, że odniosę sukces”, „nigdy się nie zaciągałem”, „od tamtej pory jestem jej wierny” i innych takich miłych kłamstewek. Respect Davida Ritza nie uzyskało autoryzacji Arethy Franklin, więc czyta się znakomicie. Czytaj dalej „Respect” →

Charnett Moffett’s Nettwork

– Ej, gościu, głuchy jesteś?! – krzyczy muzyk na próbie przed koncertem do akustyka. – Sam jesteś głupi! – akustyk na to. Żarcik stary, ale dziś taka sytuacja mogła mieć miejsce podczas Jazzu na Starówce. Słyszałem głównie klawiszowca (i to nie tego z plakatu, tylko jakiegoś pożyczonego) i werbel. Reszta towarzystwa brzmiała, jakby grała w pokoju obok. Do tego ścisk, jazgot, upał… Odpuściłem sobie początek koncertu – poszedłem na taras widokowy. Czytaj dalej „Charnett Moffett’s Nettwork” →

Jej pierwszy raz

Pierwszy wernisaż Kate Hermelin był taki, jak ona – naturalny, energiczny i kolorowy. Nie zawiodła „stała obsada” fabryczkowych imprez, nie zabrakło tez nowych twarzy. Autorka wyglądała na nieco speszoną, ale i zadowoloną – pewnie również z tego, że na pniu sprzedała kilka prac. Sam zarezerwowałem sobie jedną… Czytaj dalej „Jej pierwszy raz” →

Nieznośna lekkość bytu

Byłem przekonany, że nie stawię się na wernisażu, więc zdążyłem nieco wcześniej zapoznać się z pracami Kamila Melaniuka i Łukasza Urbańskiego, ale udało się – dotarłem. Frekwencja jak z zwykle w Fabryczce – komplet. Nie wszyscy zostali na koncerciku Trio plays Bossa & Jazz, ja też nie mogłem być do końca. Muzycy zawodowi, ale skład w wersji ekonomicznej nie bronił się moim zdaniem na dłuższą metę – po kilku utworach zaczyna brakować basisty, podkład perkusyjny z dyskietki robi się jakiś kwadratowy i mimo gładkich solówek skrzypka i pianisty całość zaczyna nieco nużyć… Czytaj dalej „Nieznośna lekkość bytu” →

Jazz w lesie

Mieliśmy jechać tylko na Łobaszewską, ale w końcu załapaliśmy się też na Tamarę Raven i jej interpretacje standardów nie tylko jazzowych, Old Timers – założony w 1965 roku zespół jazzu tradycyjnego złożony z zażywnych i energicznych jegomości, od których wciąż mam zakwasy mięśni uśmiechowych oraz oczywiście wspomnianą Grażynę Łobaszewską z zespołem Ajagore. Wspaniały wieczór! Czytaj dalej „Jazz w lesie” →

Być jak Marty McFly

Znów o tym marzę. Zaczęło się, gdy zobaczyłem Powrót do Przyszłości jako nastolatek w wołomińskim kinie Kultura – byłem pod wielkim wrażeniem scenariusza, zdjęć, muzyki. Może dlatego, że był to jeden z pierwszych filmów, na który poszedłem sam? Miałem pewnie ze trzynaście, może czternaście lat… Do dziś ma mam wielką słabość do tej serii. Czytaj dalej „Być jak Marty McFly” →

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑