The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side

Choć głównym bohaterem tego reportażu wydaje się być Stanley Tolkin, przedsiębiorczy polonus z Nowego Jorku, to poszukiwanie ludzi, którzy go pamiętają, jest tylko pretekstem do poszukiwań i porządkowania wspomnień. Jan Błaszczak poświęcił mnóstwo czasu na podróże i rozmowy z pracownikami prowadzonych przez Tolkina klubów, jego klientami, bliższymi i dalszymi znajomymi. Czytaj dalej „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side” →

Yavalath

Zgrabna plansza skłania do powrotu do sprawdzonych pomysłów… Uświadomiłem sobie właśnie, że wprawdzie zamieściłem tu reguły zainspirowanej tą grą Yavalanchor, ale zapomniałem o zasadach protoplasty! Cameron Browne jak zwykle zachwyca prostotą pomysłu i jedynym rozczarowaniem jest tu możliwość osiągnięcia remisu. Czytaj dalej „Yavalath” →

Król Artur: Legenda miecza

Widowiskowe efekty specjalne i grafika komputerowa. Mocna obsada: lakoniczny Charlie Hunnam, intrygująca Astrid Bergès-Frisbey, niepokojący Jude Law, irytujący Aidan Gillen. Teledyskowy, szybki montaż. Nezła muzyka, ale… no właśnie: pierwsze „ale” – jakoś nie do końca dopasowana do klimatu fantasy, podobnie jak podyktowana chyba tylko polityczną poprawnością obecność na ekranie mocno ciemnoskórych aktorów i… Azjatów. Albo to bajka – i wtedy OK, nie dyskutuję, albo mówimy o legendarnej przeszłości wielokrotnie wspominanej z ekranu Anglii – i wtedy się nie wygłupiajmy. Czytaj dalej „Król Artur: Legenda miecza” →

Na nielegalu

Spokojnie wracałem sobie z mojej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy nieco na skróty i spotkałem konia. Chyba panią konia. Klacz. Kobyłę? No nie znam się, ale była z radośnie brykającą latoroślą. Kabanos hycający po Huraganie to nie jest codzienny obrazek! Chociaż wiedziałem o ciągotach naszego sąsiada od dość dawna, to dotychczas nie afiszował się z nimi za bradzo, więc pstryknąłem focię w biegu. Kilka kroków dalej nadziałem się na rzeczonego właściciela kopytniaków, który od razu przeszedł ze mną na ty i zaczął wykrzykiwać, że mam natychmiast zrobić zdjęcie jakiemuś bezdomnemu, który uwił sobie gniazdko w trzcinowisku, bo on mu kazał sobie iść, a ten skubaniec go nie słucha. Nie ukrywam  – trochę mnie zatkało od tej bezpośredniości, ale po chwili wyjaśniłem panu, że nie znajduję przyjemności w fotografowaniu bezdomnych, więc grzecznie, ale stanowczo odmawiam. „Ale konia to fotografowałeś!” – z gorzkim wyrzutem, choć bez większego związku zakrzyknął miejski farmer.

Oddaliłem się z godnością. Czytaj dalej „Na nielegalu” →

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑