Grażyna – Wołominianka od zawsze, Marek – od dwudziestu lat. Wiek – około czterdziestki. Jadą na wycieczkę, taką trochę dłuższą. Jeszcze rok temu była tylko marzeniem…

Na swoim blogu piszą: „Nieubłaganie zbliża się czterdziestka i nie pozostaje nic innego tylko coś zmienić . Opcje są różne – intensywna siłownia , może kupić motor , zmienić żonę –    jest też inna opcja . Trzeba zrobić coś co spełni marzenia i co nada sens dalszemu życiu – pojechać w świat. Dotychczas tak się składało, że udało się odwiedzić ponad 35 państw – ale to ciągle malutka część  i w tym tempie pewnie zabraknie życia na zobaczenie choćby połowy. Tak więc, jest pomysł i czas zacząć realizacje – Jedziemy w podróż przez cztery kontynenty.” Przygoda zacznie się 28 października.

Dlaczego tak ekstremalnie?

Marek – Co było do zobaczenia w regulaminowym czasie urlopu już widzieliśmy… Próbę odwiedzenia i poznania Chin w tym czasie uważam za pomyłkę – taka wyprawa traci sens, tempo jest zabójcze, nie ma czasu na poznanie ludzi, innej kultury. W trzy tygodnie można zwiedzić województwo w Polsce, a i to tak bardziej „po łebkach”. Teraz pozostała reszta, na która trzeba poświęcić nieco więcej czasu. Nie mamy  wyjścia, trzeba zostawić to co wiąże ręce i wyruszyć w podróż. Właśnie rzuciliśmy pracę…

Grażyna – Po jedenastu latach pracy w dobrej firmie trochę szkoda zostawiać to wszystko… Zwłaszcza ludzi, z którymi się przepracowało szmat czasu. Ale szef twierdzi, że praca będzie na mnie czekać po powrocie. Trzymam za słowo!

Jak zamierzacie się przemieszczać po świecie?

Marek – W pierwszym etapie podróży – rowerem, a potem… zobaczymy. Nie wiemy, jak nam się sprawdzi ten środek lokomocji – a właściwie jak my się sprawdzimy, bo dotychczas jeździliśmy tylko rekreacyjnie.

Znajomi muszą być zszokowani…

Marek – “Co Wy robicie, nie szkoda pracy, co będzie po powrocie, macie już swoje lata” – słyszymy to zbyt często. Faktycznie – zostawienie stabilnej sytuacji zawodowej i ponowny start koło 50-tki nie zachęca do wyjazdu, ale jak się powiedziało A to… wypada kontynuować. Najwyżej po powrocie zostaną wspomnienia o podróży nad miską ziemniaków z cebulą. Grażyna – Najbardziej szkoda zamrożonych kontaktów z rodziną i ze znajomymi, bo dwa lata bez spotkań na pewno zrobi swoje. Wbrew pozorom takie podróże nie są jakoś szczególnie ekstremalne ani kosztowne – w całej Polsce są organizowane spotkania podróżników, można a nich uzyskać masę praktycznych wskazówek i porad, dobrze przygotować się nawet do dalekiego wyjazdu. Poza tym – wszystko, co do życia potrzebne, można kupić na miejscu, nie trzeba tego wozić po całym świecie… Poruszamy się głównie o własnych siłach, śpimy od namiotem – to nie jest kosztowne.

Skąd w was taka pasja?

Grażyna – Zaczęło się od pieszych wędrówek i poznawania Polski – z rodzicami, potem z ZHP i PTTK.  Potem przyszedł czas na wyjazdy za granicę. Do tej pory odwiedziliśmy zaledwie jakieś trzydzieści pięć krajów świata. Każde spotkanie z innymi podróżnikami, wymiana doświadczeń, ich uwagi ułatwiają podjęcie decyzji o kolejnej podróży – dalszej, dłuższej, trudniejszej.

Spotykacie Polaków podczas swoich podróży?

Marek – W hostelach i na kempingach dość rzadko można spotkać rodaków, dlatego chcemy spopularyzować samodzielne wyjazdy, bez biura podróży. Przekonać wątpiących, że nieznajomość języka nie jest barierą, która uniemożliwia podróże. Pokazać, że wyjazd nad Bałtyk nie jest wcale tańszy od  pobytu w np. Wietnamie i że za pieniądze wydane na jedną wycieczkę z biura podróży można sobie pozwolić na dużo ciekawszą i tańszą podróż, która dzięki bezpośredniemu kontaktowi z ludźmi pozostawi wrażenia, które przez szybę klimatyzowanego samochodu są nieosiągalne.

Kolejne etapy podróży Grażyny i Marka będzie można śledzić na ich podróżniczym blogu pod adresem http://gmladomirscy.wordpress.com/