W MDK trwają właśnie warsztaty teatralne kończące maraton teatralny Otwarta Scena, ale już beze mnie – właśnie skończyłem przebierać zdjęcia i zaczynam się dzielić wrażeniami. Po pierwsze: wstyd, żeby w wołomińskim maratonie zabrakło lokalnego teatru. Po drugie: chciałbym podziękować Łochowowi za teatr Łoscemił i za… Martynę.

Po moich ostatnich teatralnych przygodach troszkę się obawiałem, że znów nic nie zrozumiem i wpadnę z tego powodu w jakieś kompleksy, ale na szczęście skupiłem się i dałem radę i Woody’emu Allenowi, i Sławomirowi Mrożkowi. Bardzo fajnie wypadły dziewczyny z siedleckiego Studia Teatralnego im. J. Woszczerowicza w reżyserowanych przez Macieja Czapskiego „Wdowach” i „Gdy śmierć zastuka”, ale kolesie z łochowskiego Łoscemił w mrożkowym „Na pełnym morzu” w reżyserii Piotra Wawra byli dla mnie objawieniem wieczoru. O facetów w teatrze amatorskim chyba niełatwo, a ci goście na scenie czują się swobodnie, znakomicie grają głosem i przez cały czas są w stanie utrzymać uwagę widzów. Chcę jeszcze raz!

Nie spędziłbym tego miłego wieczoru w MDK gdyby nie Martyna – niedawno „przeflancowana” z Łochowa do Wołomina animatorka, która niedawno zasiliła szeregi pracowników „szklarynki”. Dziękuję – pewnie nie ja jeden.