Najpierw myślałem że to jakieś ćwiczenia, ale szybko okazało się, że się myliłem. Bardzo. Jakiś dowcipniś zadzwonił do urzędu miasta z informacją, że jest w nim bomba. I była.

Co jakieś pół godziny okazywało się, że jest gorzej, niż wszyscy myśleli. Łatwo można było to było poznać po powiększającej się strefie bezpieczeństwa wokół budynku urzędu, która w końcowej fazie operacji, kiedy saperzy ocenili stan zagrożenia, objęła cały dziedziniec między magistratem, starostwem i sądem.

Nie wiem, kim był autor tego niesmacznego żartu i co chciał osiągnąć, teorie były różne… Po południu w Urzędzie miał się odbyć ślub cywilny, więc panowie rozważali wersję rozpaczliwej ucieczki młodego, zaś panie – zemstę wzgardzonego amanta. Teorię o próbie sabotowania wyborów szybko porzucono. Dziś był ostatni dzień składania papierów w konkursie na dyrektora MDK i trzej kandydaci dopełnili tej formalności na parkingu.

Mam nadzieję, że to nie jest początek jakiejś nowej mody… Atrapa ładunku rzeczywiście została podłożona w łazience na parterze, saperzy musieli ją wynieść na zewnątrz i zdetonować. Koszty takiej operacji są z pewnością wielkie, utrudnienia znaczne, a wydarzenie bezprecedensowe (dotychczas takie akcje odbywały się w sądzie) ale nie mam pojęcia, co chciał osiągnąć autor tego wątpliwego żartu. Mam nadzieję, że będzie to wątpliwa sława i wygodna prycza. Albo przynajmniej grzywna.