Lubię gry (widać to czasem po wpisach na blogu), ale nie przepadam za „gierkami”. W życiu nie jestem też raczej graczem, a zaledwie pionkiem – i dobrze mi z tym. Lubię być małą częścią jakiegoś dobrze naoliwionego mechanizmu… Jeśli już jednak jako pionek uczestniczę w jakiejś grze, to chciałbym znać jej zasady.

Zaczynam rozumieć zagrywkę mojego wuja Janusza: jakieś ćwierć wieku temu przy wyjątkowo długiej rozgrywce w niezwykle popularne wówczas Monopoly zaproponował rywalom niezły deal: Masz tu moje koleje, a ty hotele, tobie dam gotówkę… A wy już dajcie mi święty spokój.

Czasem żeby pójść do przodu, trzeb zrobić krok do tyłu. To chyba jest ten moment.