Nie wiem, kiedy ostatnio grałem w Magic: the Gathering – piętnaście lat temu? Więcej? Pamiętam, że długo się opierałem przed angielskojęzyczną karcianką kolekcjonerską, bo to i drogo, i… po angielsku… Zaczęło się od Doom Troopera, pierwszej karcianki wydanej po polsku, ale szybko wylądowaliśmy w M:tG w niewielkim kręgu maniaków. Udało się nawet zorganizować mały, lokalny turniej, ale dość szybko odpuściłem i pudło z kartami przewracało się gdzieś po strychu.
Nigdy nie byłem w tym mocny – może mam za słabą wyobraźnię, może nie zaangażowałem się w temat na tyle, żeby odnosić emocjonujące sukcesy? A może to właśnie graniczące z obłędem zaangażowanie niektórych kolegów zraziło mnie do tematu? Dziś to nieważne – znów wyciągnąłem karty i co wieczór urządzamy sobie międzypokoleniowe pojedynki. Nie pamiętam interpretacji zasad, moje karty mają już pewnie sporą wartość kolekcjonerską i niejeden dzisiejszy fan M:tG nieźle by się obślinił na ich widok, ale bawimy się chyba nieźle. Kupiłem nawet pudło nowych (?) kart za grosze na Allegro, ale na razie nie używamy.
Swoją drogą – kiedy ten dzieciak tak urósł?! Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że kiedyś zagramy w Magica… Pewnie bym nie uwierzył.


Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter