Miało być inaczej: ogniście ruda i uroczo piegowata modelka, ciuchy i wnętrze z przełomu XIX i XX wieku, zastane światło. Nie wyszło, ale uświadomiłem sobie, że nie muszę szukać daleko…

Podczas meczu seniorek z Sokołowem Podlaskim biegałem obwieszony aparatami jak japoński turysta i usiłowałem jednocześnie rejestrować akcję na parkiecie i wdzięk na ławce rezerwowych. Skutek? Jeśli w najbliższych dniach ktoś znajdzie mnie w przydrożnym rowie z pilniczkiem do paznokci wbitym w serce to znaczy, że jednak nie powinienem próbować fotografii portretowej.

Mam jednak nadzieję, że wyjdę z tego cało i będę miał szansę poprawić swoje umiejętności – oczywiście trenując więcej!