Naszło mnie jakoś na sentymenty… Szukałem tego tekstu baaaardzo długo, znalazłem w wersji cyfrowej. Nie pamiętam nawet, dla jakiej gazety go zrobiłem, ale za to był datowany. Minęło 17 lat…

9-8 rok jakoś minął powoli
łapię za mikrofon, stylistyka się szkoli
Sekwencja – zespół trzyosobowy
w marcu zajawa wpada do głowy

Jak doszło do powstania PolskiejMowy?

No właśnie, na początku był inny zespół – Sekwencja. Pierwszy numer nagraliśmy w marcu 97. Było nas wtedy trzech, ja – Cmok, Deseń i Cień. Mieliśmy wtedy maksymalną zajawę na rymowanie i w ogóle na muzykę hiphop i chyba jako jedyni w Wołominie robiliśmy coś w tym kierunku. Słyszało się co prawda o kolesiach, którzy nagrali jakieś utworki, ale ja bez kitu nie dokopałem się do nich. Był też zaprzyjaźniony skład z Kobyłki – Pakcja. Potem powstał projekt PM. Początkowo miały być to tylko klimatyczne ubrania (bluzy i portki), w których mieli się przemieszczać chłopaki z rewiru, ale nie wypalił człowiek od szycia i plan upadł.

Po jakimś czasie zdecydowaliśmy że PolskaMowa będzie zgrupowaniem wszystkich ludzi, którzy mają ochotę tam należeć i w jakiś sposób zdobią i wspierają wołomiński hiphop. Więc wkręcali się kolesie od malowania, od rymowania itd. Skład megaultraluźny. Kiedy złożyliśmy nasze pierwsze demo, postanowiliśmy w pewien sposób sklarować składzik zespołu. Po wielu roszadach, ustanowiliśmy konkretny skład – siedmioosobowy. Na najnowszą płytkę/kasetkę PM nagrywali się: Cmok, Deseń, Ksem, Kaener, i jest to obecnie skład rymujący PM. Mamy jeszcze wsparcie w Warszawie i Zielonce.

moja zasada: nikogo nie podrobię
jestem zawsze sobą, swoje zawsze robię
jak każdy mam problemy na głowie
hip hop alternatywą – każdy to powie

Czy ktoś was szczególnie zainspirował do działania?

Nawet się nad tym nie zastanawiałem… Nie, raczej nie. To wyszło samo z siebie. Pewnie każdy, kto zajmuje się muzyką, powie to samo: tak musiało się stać, i nie widzę innej opcji. Ja myślę że otoczenie, środowisko w którym się przebywa, wpływa ostro na to, co się robi – jedni zabijają czas grając na komputerze, inni jeżdżą na desce, jeszcze inni  palą hel, a my robimy muzykę. Kumasz, to proste. Z tym czuliśmy i czujemy się dobrze i chyba będzie tak jeszcze długo. Nikt nam nie mówił jak mamy pisać, jak ja mam robić podkłady, to wyszło samo. Jak pierwszy raz usłyszałem prawadziwe hiphopowe rytmy wiedziałem od razu, że będę to robić – zrobiłem na komputerze beat na perkusji midi i pobiegłem do chłopaków, żeby im to pokazać. Oni mnie zaprowadzili z tym podkładem do innego pacjenta (tak poznałem Desenia) i zaczęło się. Raczej nie ma mowy o zainspirowaniu – poczułem rytmy od razu.

Cmok bracie do ciebie się wbijamy
jest wiele bitów – kawałek nagramy
są świeże sample – na kanał je daj
odpal blaszaka i wciśnij play
esencja bitów – ja też to czuję
do mikrofonu słowa przekazuję
ty dajesz rymy – ja daję składnię
pomyślę zanim powiem co popadnie
rymy tworzę – Deseń może mi pomożesz?

Demo powstało w warunkach domowych – czy w amatorskim instrumentarium niczego nie brakuje? Co myślicie o wejściu do studia? Czy planujecie występy na żywo z muzykami?

No jasne że brakuje. Zawsze będzie brakować. Pierwsze kawałki powstawały w tak prowizorycznych warunkach, że jak teraz pomyśle, to nie wiem jak nam to wychodziło. Mikrofonu nawet nie mieliśmy. Na początku desperacko kombinowałem ze starym głośnikiem z miękką membraną, ale wyniki były tragiczne, więc pożyczaliśmy mikrofon. Nawet nie wiem od kogo on był… Cień go od kogoś wypożyczył od siebie z bloku – dzięki człowieku kimkolwiek jesteś! No, a potem już zainwestowałem. Kupiłem mikrofon, dobry sprzęt grający i nagrywający, zaczęliśmy gromadzić materiał na demo. I wyszło jak wyszło. Teraz jest sprzętu jeszcze więcej i lepszego, ale przydałoby się jeszcze wiele rzeczy. Jeśli chodzi o wejście do profesjonalnego studia, to cały gips polega na tym, że nie chcemy być od kogoś zależni, więc staramy się robić wszystko na swój rachunek. Ale jesteśmy obecnie w trakcie rozmów z właścicielem profesjonalnego studia nagraniowego i jak dobrze pójdzie, to będziemy na składance. Jeżeli chodzi o granie na żywo z muzykami, to ja jestem oczywiście za, w ogóle to już próbowałem się dogadać się z paroma ludźmi i może coś z tego wyjdzie, ale na razie cicho-sza…

Wspomagało Was kilku muzyków z Wołomina. Kto to był i jak oceniacie ich pracę?

No jasne, pomagali nam kolesie z własnymi instrumentami, i za to wielkie dzięki, zrobili to bezinteresownie. Między innymi grali: Maciek – nawijał makaron na na gitarce, Paweł Wolski-Rzewuski – wpadł tutaj i pograł na basie (jeden motyw był wykorzystany nawet w instrumentalu do freestylu w Radio Jazz, kiedy byliśmy tam gośćmi) a także Michał Janik – grał na pianinku i gitarce, i jeszcze kilka dziewuch robiło chórki. A jak się sprawdzili? Zajebiście. Myślę że robią naprawdę kupę dobrej roboty, zresztą co tu dużo mówić – należą już do konkretnych zespołów gdzie grają praktycznie codziennie.

nasza przyjaźń do muru nie będzie przyparta
bo ta gra nie jest świeczki warta
nie ma komputera by wycenić ile warta
to jest najwyżej wyceniona karta

W tekstach deklarujecie przyjaźń „do grobowej deski”, ale już kilka osób odeszło ze składu. Jak to skomentujesz?

Pewnie wszyscy czekali na odpowiedź na to pytanie, a może na moment kiedy ktoś to pytanie zada… No cóż… PM faktycznie przeszedł od groma zmian od momentu powstania i pewnie jeszcze tych zmian będzie dużo. Jak już wcześniej mówiłem – był taki okres, że PolskaMowa była składem bardzo luźnym, i kto chciał ten wstępował w szeregi. Doszło do takich sytuacji, że między niektórymi zawodnikami odnowiły się jakieś stare zatargi i niestety to musiało się jakoś zakończyć. Kapujesz? Nikt na pewno nie chce i nie toleruje napięcia w zespole – skumają to ci, którzy należą lub należeli do jakiegoś zespołu.

Zawsze mówię: szczere słowa to słowa o wysokiej jakości i tylko takie się dla mnie liczą. Niech wszyscy tak myślą, a ściemy zachowają dla rodziców. Kto się przyjaźni to się przyjaźni – przyjaźń jest uczuciem, a uczucia każdy interpretuje na swój sposób. Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko, o tym rymowałem i żadna sztuka tej więzi nie przetnie – pamiętajcie, żadna!

niedziela wieczorna pora
w plecaku pandora
w szerokich porach
spacer po torach
akcja aktualna jak data
z człowiekiem na czatach
on prawo, ja lewo skanuję
bezpieczeństwo teraz gwarantuję
ludziom za siatką co pracują z fatką
ze sprayem i kartką z kratką

Graffiti budzi kontrowersje – zwłaszcza wśród właścicieli świeżo otynkowanych budynków… Nie przeczę walorom artystycznym Waszych prac, ale czy nie uważasz, że robicie ludziom krzywdę?

Widzisz, ludzie różnie postrzegają graffiti – dla jednego są to hasła typu radio bestyja… itp., dla innego są to litery, ich kształt i forma (to tak ogólnie). Ja w stu procentach nastawiłem się na muzykę, ale chłopaki z zespołu i w ogóle kupa moich kumpli i przyjaciół to robi i mają różne zdanie na ten temat. Na przykład Deseń mówi: wydaje mi się, że nie robię krzywdy malując po murach. Bardzo rzadko, wręcz nigdy, nie ruszam świeżo odnowionych  ścian w które właściciel władował full hajsu. Staram sie malować po szarych, brudnych murach które wręcz proszą się o upiększenie. To jest właśnie sztuka ulicy, graffiti – upiększanie szarej rzeczywistości – pozdrowienia dla właścicieli szarych miejscówek.

razem z Cmokiem mamy takie marzenie
istnieć nadal – reprezentować podziemie

Nie wy pierwsi deklarujecie się jako wieczni buntownicy… Prawda jest brutalna – większość niezależnych twórców w każdej dziedzinie albo w końcu się komercjalizuje, albo zaprzestaje działalności. Jak długo jeszcze wytrwacie?

Wiesz, ja nie uważam się za buntownika, to nie jest tak. Buntownik robi wszystko, żeby na siebie zwrócić uwagę. Jak się spytasz kogoś, kto mnie zna tak z widzenia tylko, to na pewno Ci powie, że ten Cmok jest spokojny i w ogóle. Może tylko przez mój sposób ubierania się, wyróżniam się trochę. Ale to już nie robi wrażenia na ludziach – nawet babunie, które chodzą po ulicach już się nie bulwersują jak widzą szerokie portki i krótkie włosy.

Być może podziemie kojarzy się z buntem itp., ale wystarczy posłuchać tego co rymujemy – mówimy o rzeczywistości, o tym co się dzieje, nie o tym, co byśmy chcieli na siłę zmienić. Każdy by chciał kupę kasy, mega szybką furę, dom z basenem itd. – to są marzenia, o nich też czasami wspominamy, ale się nie buntujemy. W ogóle mi się wydaję że buntowanie się poprzez muzykę do niczego nie prowadzi. Więcej zdziałasz przykuwając się do kolumny na starówce z jakimś napisem na koszulce. Ktoś powie, że w takim razie ja nic też nie zwojuje pisząc o tym, co się dzieje. No właśnie, nic nie chcemy zwojować. Robimy tylko to co lubimy i to lubią inni, i chyba o to chodzi.

Mówisz, że twórcy się w końcu kiedyś komercjalizują albo zaprzestają działalności. To w sumie prawda. Ale popatrz, oni się komercjalizują dlatego, że nie mają kasy, a jedyną rzeczą jaką umieją robić jest np. to śpiewanie. I wychodzą z tego „podziemia” bo to jest jedyny sposób na zarobek. Dlatego ja się uczę, żeby nigdzie nie wychodzić – w tym roku mam maturę. I patrz, jednocześnie staram się robić tą muzykę ile wlezie. Był taki okres, że robiłem 10 podkładów dziennie. W każdy piątek jest nagrywka! Wytrwamy tyle ile będzie trzeba.

15 kwietnia 1999