Błogosławione niech będą fragmenty ebooków do pobrania! Do zakupu tej ponoć kultowej powieści Virginie Despentes nie zachęcała mnie szczególnie ani okładka, ani skupiające się na życiorysie autorki recenzje w polskojęzycznej sieci. Pobrałem fragmencik, poczytałem i… kupiłem niezwłocznie. Właśnie skończyłem pierwszy tom, drugiego na razie nie znalazłem w elektronicznej formie, więc mogę się jeszcze rozczarować, ale póki co – jest świetnie!

Czy to zasługa bohatera, trzecioplanowej postaci muzycznego światka Paryża, gościa po czterdziestce, byłego właściciela sklepu płytowego, miłośnika chemicznych i erotycznych przygód? Raczej nie… Przecież gość przegrywa wszystko, lądując na bruku z jedną walizką. Przez chwilę utrzymuje się na powierzchni dzięki waletowaniu w mieszkaniach starych znajomych i bajeczce o tym, że przyjechał z Kanady do Paryża tylko na kilka dni, żeby załatwić jakieś formalności. Nikt mu wprawdzie nie wierzy, ale przez wzgląd na dawne czasy i wspólne balety każdy choć troszkę pomaga. Vernon jest na stromej równi pochyłej, dość rozpaczliwie usiłuje utrzymać się na powierzchni, zachować twarz i resztki godności, ale błyskawicznie stacza się na dno. Ta historia mogłaby pewnie szybko zakończyć się pod jednym z paryskich mostów, gdyby nie kasety z nagranymi na haju wynurzeniami Alexa Bleacha, muzycznego idola nastolatek, kumpla Vernona. Gwiazdor od dłuższego czasu opłacał bankrutowi czynsz i wszystko wskazuje na to, że nawet po śmierci uratuje mu skórę…

Kobiety lubią chłopców, którzy lubią rocka, jest w tym wystarczająca doza abnegacji, by je trochę przerazić, a zarazem dobrze się to komponuje z burżuazyjnym zbytkiem.

Vernon wciąż pozostaje w ruchu, próbując znaleźć sobie jakiś kąt na kilka dni, przez co nie ułatwia zadania poszukującym go ludziom, którzy chcą dorwać nie tyle jego, co testament Bleacha. Dlaczego? Może wyczuwają jego komercyjną wartość? Może boją się upublicznienia pikantnych szczegółów z życia gwiazdy? A może ujawnienia mechanizmów showbiznesu? Kto to może wiedzieć? Vernon na pewno nie – nigdy tych kaset nie oglądał.

I co? Co zrobicie, prócz wylewania łez? Pozabijacie się nawzajem? Dobra myśl. Mamy broń na sprzedaż. Mieszkańcy jego kraju to durnie, niewdzięcznicy i aroganci. Wrzeszczą na ulicach i myślą, że coś znaczą. Nic. Stąd was nie słychać. Nie dociera do nas nawet szmer. Sprawa jest już zamknięta. Wymachujcie sobie do woli kartami do głosowania. Nie słyszymy was, nawet z daleka.

Sensacyjna historia jest znakomitym pretekstem do przedstawienia barwnego, choć dość smutnego korowodu samotnych postaci: artystów, scenarzystów, lesbijek, transwestytów, aktorek porno na emeryturze, kloszardów, giełdowych brokerów, podtatusiałych rockersów. Co ciekawe – patrzymy na świat ich oczami, co daje autorce znakomity pretekst do ostrych i dosadnych wypowiedzi… Despentes nie przedstawia dzięki temu prostemu zabiegowi swoich własnych poglądów, czemu mogę tylko przyklasnąć w oczekiwaniu na dwa kolejne tomy tej historii. Po głowach dostaje się wszystkim – lewakom, prawakom, dżihadystom, ateistom. Po równo.

– Wszystko się zmieniło. W naszych czasach, gdy ktoś chciał wkurzyć ludzi, grał w pornosach, ale dzisiaj wystarczy włożyć hidżab.

Nie chwal dnia przed zachodem słońca, a chłopa za życia – jak mówi starze porzekadło… Zaryzykuję – ostrożnie, ale jednak polecam już teraz!