Gadaliśmy o tym z trenerami od wielu miesięcy: bez przyzwoitej „piramidy szkoleniowej” żaden sport nie będzie się rozwijał, będzie tylko gorzej. Nie można opierać żeńskiej koszykówki jedynie o klasy sportowe w wołomińskiej „piątce„, nawet po wsparciu jej „siódemką”. Na poziomie szkoły podstawowej dziecko samo nie dotrze na zajęcia na drugi koniec miasta, trzeba zorganizować podstawowe szkolenie w jego rejonie, najlepiej w ramach zajęć pozalekcyjnych. Jeśli uda się je oprzeć na pracy nauczycieli, których znają dzieciaki i dyrekcje szkół – tym łatwiej i lepiej. Pozostaje jedynie trudna kwestia finansowania takich zajęć… 

Ciężko o sponsorów w mieście, zwłaszcza jeśli chodzi o tak młody „target”. Niby kasa niewielka, bo pewnie koszty trenera dla jednej szkoły mógłby pokryć lokalny warzywniak w ramach swojego budżetu reklamowego, ale Wołomin ma najwyraźniej inny pomysł na „markieting„. Postanowiłem spróbować złożyć projekt do Budżetu Obywatelskiego – dziesięć miesięcy zajęć sportowych w trzech szkołach podstawowych połączonych z międzyszkolną ligą minikoszykówki. Dyrektorzy szkół się zgodzili, budżet zapiął się – choć z trudem, złożyłem wszystkie niezbędne papierki i przygotowałem się do akcji propagandowej, ale… pierwszego dnia okazało się, że jest awaria internetowego systemu do głosowania. Drugiego dnia go nie naprawiono, trzeciego aplikacja wciąż nie działała. Inni wnioskodawcy wyczuli widać pismo nosem, bo biegali już po mieście z „analogowymi” arkuszami do głosowania, a ja wciąż żyłem nadzieją, że to ruszy, że nadrobię te kilka dni. Nie ruszyło.

W tak zwanym „międzyczasie” miałem jeszcze kilka nieprzyjemnych przygód ze zbieraczami podpisów, którzy gotowi byli oczy wydrapać konkurentom i podsuwali nieświadomym mieszkańcom arkusze ze skreślonym jednym głosem i zablokowaną możliwością oddania kolejnych, choć przecież można było głosować łącznie na cztery projekty. Nie rozumiem takiego myślenia – przecież i tak finansowanie otrzymają też inni, łącznie pewnie kilkanaście projektów… Dlaczego nie poprzeć tych fajnych?

Jednocześnie nigdzie w Sieci nie było szerszej informacji o szczegółach tych pomysłów, a na arkuszach do głosowania widniał tylko krótki tytuł, kwota i nazwisko wnioskodawcy. Wszystkim trzeba było tłumaczyć całą ideę od początku, a potem jeszcze czasem słuchać pytań z gatunku: Koszykówka? A dlaczego nie siatkówka? 

Krótko mówiąc – straciłem wiarę i ręce mi opadły.

Na szczęście chyba tylko mnie, bo dzięki zaangażowaniu wielu ludzi udało się zebrać prawie 750 głosów i wszystko wskazuje na to, że projekt wejdzie do realizacji. Na razie to nieoficjalna informacja, ale już dziś chciałem podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego wyniku. Wiem o zaangażowaniu nauczycieli z objętej projektem ZS nr 4 i ze związanej od dwudziestu lat z koszykówką kobiet ZS nr 5, ale swoją cegiełkę dorzuciło też wielu moich bliższych i dalszych znajomych, którzy choć na co dzień podśmiewają się z mojej słabości do tej bandy wariatek, to dołożyli swoje głosy.

Mam nadzieję, że to zadziała, że w kolejnych latach będzie kontynuowane z bezpośrednim finansowaniem przez miasto, że już za kilka lat będą widoczne wyraźne efekty – nie tylko w postaci sportowego wyniku, ale ogólnego zainteresowania tematyką, odbudowaniem środowiska kibiców, zaangażowaniem rodziców. Że będziemy mieli w mieście więcej energicznych, zdrowych, uśmiechniętych, systematycznych i pracowitych mieszkańców – bo tak właśnie postrzegam młodzież, z którą mam do czynienia na co dzień w pracy.

Jeszcze raz – dziękuję!