Co się ze mną stało? Gdzie te trudne wybory między złem a wielkim złem, gdzie cierpliwość i taktyka, mozolny rozwój, wzruszająca historia, nastrój i klimat? Gdzie moje uczucia? Przegrały z promocją na trzecioosobową strzelankę?!

Uległem… Kupiłem Just Cause 3 i wieczorami wcielam się w byłego agenta CIA Rico Rodrigueza, który nie przejmując się chaosem który roztacza wokół siebie walczy w rodzinnych stronach z dyktaturą generała Di Ravello. Jest sporo poczucia humoru, świetne gadżety, przebogaty arsenał broni i gadżetów oraz multum pojazdów naziemnych, wodnych  i powietrznych. Dynamiczna akcja, efektowne wybuchy, dość rozległy, bogaty i otwarty świat gry robią świetne wrażenie, ale mój błędnik systematycznie poddaje się po pół godzinie zabawy… Może to lepiej? Roboty nie brakuje…