Czarno-niebieska talia zombie dawała radę, czerwono-biało-czarna armia warriors wydawała się nieco przekombinowana i zamulona, zwłaszcza przez wielokolorowe karty, ale sprawdziła się w kilku potyczkach. Czerwona talia goblinów okraszona paroma chytrymi artefaktami miała być więc szybka i skuteczna, ale jej chyba nie wyszło… Dobrze sprawowali się biało-czarni ally z kilkoma przemyconymi czerwonymi niespodziankami, ale prawdziwą niespodziankę zrobiła talia, która przyśniła mi się kilka dni temu…

Złożona z tego, co zalegało po szufladach zielono-czerwona talia oparta na elementalach ze zdolnością landfall sprawdziła się w kilku potyczkach zaskakująco dobrze – zwłaszcza, że nie zawiera żadnej unikatowej karty. Jest już kilka pomysłów na jej wzbogacenie, ale chyba na razie się wstrzymam… Wprawdzie „lepsze jest wrogiem dobrego”, ale póki działa – nie trzeba tego psuć, zwłaszcza jeśli trzeba za to zapłacić gotówką.