Nie miałem pomysłu na lekturę, więc zaufałem fachowcom – Nagroda Bookera 2015 była znakomitą rekomendacją, lata 70., Jamajka i legendarny zamach na Boba Marleya upewniły mnie w tym wyborze. Kupiłem ebooka, więc widok „cegły” na księgarnianiej półce kilka dni temu lekko mnie zamurował, ale… nie narzekałem podczas czytania.

Początkowo potykałem się na każdym słowie: autor uznał, że niegramatyczne i całkiem nieortograficzne pisanie znakomicie odda charakter języka gangsterskiego slangu nizin społecznych Jamajki. Miał rację! Przy okazji zmusza do uważnego czytania, bo pokaleczone w ten sposób słowa i zdania nie aż ranią oczy… Znakomita sztuczka!

Mnóstwo ludzi nawet w samym śrotku cierpiętnienia wybiorą zło, co znają, zamiast dobra, co o nim tylko mogą marzyć, bo kto marzy, jak nie wariat i głupiec?

Marley, którego nazwisko pada na ponad siedmiuset pięćdziesięciu stronach chyba tylko raz, a którego Marlon James nazywa Śpiewakiem, to centralna postać tej historii, choć nie odzywa się w niej chyba ani razu. Jest trochę jak oko cyklonu przemocy, który szaleje wokół. Jest ponad to wszystko – ponad biedę, kłamstwa polityków, okrucieństwo gangsterów, kombinacje tajnych służb i prowokacje ich agentów. Nieudany zamach na jego życie to jednak dopiero połowa opowieści. Jej bohaterowie żyją przecież nadal – jedni krótko, inni dużo dłużej, na Jamajce lub w USA, staczając się coraz niżej lub próbując zerwać z przeszłością, zetrzeć jamajskie piętno. Dla wielu z nich punktem zwrotnym jest wielki „koncert dla pokoju”…

Dobre czasy dla jednych to złe czasy dla drugich, a ludzie, dla których właśnie przyszły złe czasy, osiągneli to, co Amerykanie nazywają masą krytyczną. Masa krytyczna uświadamia sobie to, co uświadamia sobie kobieta, którą mąż bije. Złe, wiadomo, ale sie nie stawiaj, skoro da sie żyć. Takie złe to my znamy. A dobre? Jasne, dobre to dobre, ale dobrego to nikt jeszcze nie zaznał. Dobre to duh. Od dobrego to sie kieszonkowego nie dostanie.

James nie owija w bawełnę – szorstki, wulgarny język, dosadne opisy morderstw i seksu mogą nieco odstręczać niektórych czytelników, ale prowadzona wielowątkowo narracja niesamowicie wciąga. Patrzenie na slumsy i ich mieszkańców z różnych perspektyw, relacjonowanie wydarzeń przez wielu bohaterów odmiennym językiem jest sugestywne, plastyczne i autentyczne. Szeregowy gangster, mafijny don, dziewczyna z dobrego domu, dziennikarz muzyczny, amerykański tajniak – każde z nich żyje w swojej własnej Jamajce, a każda z nich jest prawdziwa…

…kiedy za bardzo napierasz i napierasz, twoi wrogowie w końcu dadzą ci odpór. I jeśli ciągle robisz sobie nowych wrogów, prędzej czy później osiągniesz masę krytyczną. To tylko kwestia czasu, kiedy wyhodujesz sobie wrogów tak samo bezwzględnych jak ty sam, bo przecież to ty zawiesiłeś poprzeczkę na tej wysokości.

Jamajka nie jest i nigdy nie była rajską wyspą – w każdym razie nie bardziej, niż Kuba… Pogodna i energetyczna muzyka reggae stała się raczej przeciwwagą dla ponurej jamajskiej codzienności niż odzwierciedleniem nastrojów panujących na wyspie – warto o tym pamiętać.

Ponoć HBO ekranizuje tę powieść. Chcę to zobaczyć!