Nie, nie chodzi o tę rzepkę z wierszyka Tuwima – tu chodzi o sprawę poważną. O kiniową rzepkę. Trochę nam się dziecko ułamało na treningu, więc trzymam mocno kciuki za tę niepozorną, ale jakże ważną kostkę, a razem z nią nogę – no i oczywiście za całą Kinię. Jestem pewien, że nie ja jeden!