Królestwo

Chociaż w medialnych zapowiedziach Królestwo miało być kontynuacją Króla, to nią po prostu nie jest. To w najlepszym przypadku uzupełnienie, suplement, dodatek osadzony w znanych czytelnikom realiach i wśród bohaterów, którzy wcześniej kręcili się gdzieś w drugim planie wydarzeń, ale teraz opowiadają swoje historie – i robią to dobrze, bo pisac przecież Twardoch potrafi jak mało kto.

Okupowana Warszawa i getto to nie są miłe lokacje ani czasy chyba dla nikogo – no dobrze, może wspomniany gdzieś między wierszami gustujący w młodziutkich chłopcach strażnik z getta miał na ten temat nieco inne zdanie, ale wojenne realia nie są przyjemne ani dla Polaków i Żydów, ani dla Ukraińców, Ślązaków czy nawet Niemców z drugiej strony barykady. I nie jest tak, jak piszą niektórzy recenzenci, że obrywa się każdemu: „białym i czerwonym, prawicy i lewicy, księżom i rabinom, nazistom i patriotom, herosom i dezerterom”. Mam wręcz wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie, że dzięki znakomitemu literackiemu zabiegowi, który da się zamknąć w jednym słowie „wteraz”, wszyscy oni, niezależnie od swoich losów, są usprawiedliwieni – a przynajmniej „wytłumaczeni”.

Warszawskiemu robotnikowi bliżej do robotnika z Manchesteru albo Leningradu niż do piastowskiego kmiecia, o wiele bliżej, a jednak woli sam siebie ten robotnik wyobrażać sobie jako Polaka i wierzyć w tę fałszywą, łączącą go z przeszłymi pokoleniami Polaków nić.

Jakub Szapiro, a właściwie jego cień, pozostaje wciąż osią narracyjną, ale jego kupacyjne życie oglądamy oczyma jego żony, kochanki i synów. Każde z nich widzi go inaczej, obserwuje z innej strony i w innych okolicznościach, dzięki czemu powstający obraz jest wielowymiarowy i wyrazisty. I może właśnie dzięki temu tak bolą słowa Emilii, żony Jakuba: Sądzisz, że jeśli mocno uwierzysz w jakąś fikcję, jak te wszystkie łajdaki w akselbantach wierzą w honor, Boga albo ojczyznę, to staniesz się lepszym człowiekiem? Nie możesz wierzyć w to, co oni, ale chcesz wierzyć w coś równie bezsensownego, więc wymyśliłeś sobie, że dasz się zabić za Warszawę?

W porównaniu z Królem to historia o wiele bardziej stonowana, mniej komiksowa i przerysowana mimo, że osadzona w dużo trudniejszych, brutalniejszych czasach. Znajduje to również odzwierciedlenie w języku, sposobie jej opowiedzenia i jest na tyle widoczne, że nie miałem wrażenia ciągłości, ale właśnie zupełnej „inności” tego tytułu. Czy to zabieg świadomy, czy może to świadectwo przemiany, ewoluowania samego autora? Czy realia getta, jego nocne życie i szmuglerzy to wytwór wyobraźni autora, czy może fakty dobrze udokumentowane w grubych i nudnych opracowaniach historycznych? Nie mam pojęcia…

Cieszę się, że sięgnąłem po Królestwo i że nie dałem się zwieść paru recenzjom. Ujawniły one tylko pewne ciekawe zjawisko: że są ludzie, którzy potrafią pisać – ale nie potrafią czytać.

Dodaj komentarz logując się przez FB lub Twetter

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: